piątek, 26 czerwca 2015

Praktyki - zło konieczne...

Jako, że to chyba dziś wypada koniec roku szkolnego ( na 100% nie jestem pewien, bo ogólniak skończyłem 2 lata temu), to chciałbym dziś podyskutować na temat zmory wakacji letnich. Dla jednych jest to upał i 30+ stopni w cieniu, bo mają jasną karnację I nie mogą się opalać, dla innych będzie to wakacyjna praca, którą tak ciężko znaleźć I zazwyczaj nie ma z tego wielkich pieniędzy. Ba ! Najczęściej wysiłek w to włożony kosztuje nas więcej niż to tego warte, bo trzeba poświęcić swój czas, kupić bilet autobusowy I szczerzyć się, kiedy kompletnie nie masz na to ochoty.
Ilu ludzi, tyle różnych opinii o idealnym sposobie na zepsucie sobie wakacji a jako, że jestem studentem to dla mnie powinny być to praktyki – powinny, ale nie są :D

Dlaczego praktyki są takie nudne ?

Ludzie wybierają taki a nie inny kierunek studiów z różnych powodów: bo to tradycja rodzinna, bo będzie z tego kasa, bo nie mam co wybrać to idę na cokolwiek. Najgorsze jednak jest to, że w październiku nikt nie zastanawia się nad tym, że w czerwcu trzeba będzie załatwić gdzieś praktyki. I wtedy najczęściej budzą się z ręką w nocniku. Przez Internet, na szybko, nieraz po znajomości załatwiają sobie wejście do danej instytucji, chociaż tak naprawdę to wcale tam nie chcą iść. Dlaczego ? Odpowiedź macie kilka linijek wyżej, ale pewnie nie chce się wam przewijać do góry, więc szybko przypomnę;
Idąc do pracy: nawet tej wakacyjnej na 2 tygodnie masz świadomość , a jeśli podpiszesz umowę, to nawet pewność, że Ci za to zapłacą. Za spędzenie trzech tygodni na praktykach, nie dostaniesz złamanego grosza a urobisz się gorzej niż drogowcy przy budowie autostrady ( oni najczęściej się obijają :P ). Dlatego zdaniem wielu młodych ludzi: Lepiej iść na staż, albo znaleźć ( jakimś cudem) płatne praktyki. A ja jestem tego zdania, że..




Dobrze, że praktyki są za darmo!

I nikt nie powinien tego zmieniać. Dlaczego ? Bo gdyby za praktyki nam płacili, to pewnie chodzilibyśmy na nie dużooo chętniej, ale tylko dla kasy.
Szczerze mówiąc nie widzę tego! Bo np. w przedszkolu przychodzisz na 8 godzin, siedzisz wypełniając jakieś papierki, nalewając kawę, albo podcierając tyłki a pod nosem tylko burczysz, że ten idiota nic nie potrafi sam zrobić, że przecież wypełniałeś to już dzisiaj 200 razy, że ten dzieciak mógłby już pójść spać, a nie wrzeszczeć wniebogłosy, bo chcesz mieć 5 minut świętego spokoju. Poza marudzeniem, byłoby pewnie 1500 rzeczy do poprawki a 2000 jeszcze do zrobienia, bo  cholernie nie chce mi się tu siedzieć, ale trzeba stwarzać jakieś pozory. W końcu mi za to płacą !
Ciekaw jestem co z takiej praktyki wyniósłbyś oprócz 700zł ?  Bo dewiza typowego Polaka brzmi : Jak zrobić, żeby się nie narobić ?!

Od dwóch tygodni ja również chodzę na darmowe praktyki do...


Przedszkola integracyjnego

Ja już wiem co zaraz powiecie! Hahaha jaki frajer, dał się wkręcić w zabawianie dzieciaków, Mężczyzna w przedszkolu ? Ale jaja! , Co za głupek, przecież w przedszkolu pracują tylko kobiety !

Coś jeszcze ? Walcie śmiało, bo to i tak wszystko jedna wielka Głupota Ludzka.
To, że w przedszkolach pracują głównie kobiety jest faktem, ale już to, że nie ma w nich mężczyzn jest niedorzecznością.

Przedstawię wam teraz kilka argumentów, żeby udowodnić wszystkim jakim absurdem jest brak mężczyzn w przedszkolu.

  1. Nie ma żadnego prawnego zapisu, który mówiłby o tym, że przedszkole nie może zatrudniać mężczyzn. 
  2. Mężczyzna pracujący z dziećmi, to nie pedofil, tylko człowiek z wielkim sercem.
  3. Do placówek integracyjnych( i wszystkich innych) uczęszczają zarówno dziewczynki jak i chłopcy. Tym drugim ewidentnie brakuje męskiego wzorca.
  4. Wielu kobietom, czy młodym dziewczynom ciężko jest podnieść prawie bezwładne dziecko i przenieść na wózek.
  5. Skoro dziewczynki chodzą to łazienki z panią, to dlaczego chłopcy nie idą tam z panem? A potem sie dziwicie, że wasz 6- letni synek siada na ubikację, żeby się wysikać, kiedy inni chłopcy w jego wieku robią to już na stojąco.
  6. Skoro same panie nauczycielki  zintegrowanej edukacji wczesnoszkolnej i wychowania przedszkolnego mówią o tym, że czasem mają się ochotę nawzajem pozabijać, to znak, że ewidentnie brakuje tam facetów.


Rudolf Steiner był wielkim pedagogiem, tak samo jak Janusz Korczak. I takich jak oni było znacznie więcej.
To o co do cholery chodzi z tymi kobietami ?

Chciałbym, żebyście spojrzeli na praktyki z trochę innej strony niż tylko odbębnienie nudnego obowiązku. Oprócz zdobytego doświadczenia , które jest bezcenne (serio!) możecie praktycznie bez niczego wejść do miejsca, gdzie tak normalnie człowiek z ulicy nie ma prawa wstępu i zobaczyć tą rzeczywistość od środka.
Taaak, najczęściej  ludziom dopiero wtedy otwierają się oczy. Zdobytego doświadczenia nikt wam nie odbierze, a jeśli okaże się, że czujesz się tam jak w domu, to niewykluczone, że to właśnie tu (jako ten beznadziejny praktykant, czy wolontariusz) znajdziesz swoją pierwszą w życiu, wymarzoną pracę.

PS. Możliwe, że jestem trochę szalony, ale powiem Wam, że chyba jeszcze nigdzie nie bawiłem się tak dobrze, jak na zakończeniu roku w przedszkolu integracyjnym. A dowodem na to niech będzie piosenka, która chodzi mi po głowie już od tygodnia. Dobrze, że nie widzieliście jak do tego tańczyłem :D



Posted on 22:00 by Dawid P

8 comments

niedziela, 21 czerwca 2015

Dzisiejszy dzień nie jest tym najlepszym; za oknem zimno, wieje tak, że zastanawiam się czy szalika z szafy nie wyciągnąć i znając życie za chwilę pewnie zacznie padać... Wprost wymarzona pogoda jak na pierwszy dzień lata; co nie ?

Zdaje sobie sprawę, że nie poprawiłem wam teraz  humoru, ale sobie też nie. I nie chodzi o to, że nie chcę, czy nie potrafię.  Mam czasami tak, że mimo ośmiu godzin snu i dwóch stów w portfelu jestem zmierzły jak nie wiem co. Każda rzecz, której dotknę się wali. W takich chwilach nastrój potrafi mi poprawić tylko dziewczyna. Nie mam pojęcia jakiej magicznej mikstury używa, ale to zawsze działa - wystarczy jeden uśmiech. Nie da się logicznie wytłumaczyć tego fenomenu, kiedy w jednej chwili, dosłownie w ułamku sekundy zaczynasz się śmiać od ucha do ucha. Co tam zła pogoda, przypalony obiad, czy zepsuty automobil! W końcu zawsze jest ta "druga połówka", dzięki której stajesz się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi  Jedyne słuszne zdanie jakie przychodzi mi teraz na myśl brzmi : Są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły.



Oficjalnie to uczucie podobno zwie się miłością, ale tak do końca to nie wiadomo, co to właściwie jest. Jedni nazywają to stanem duszy, inni stanem umysłu a ci najbardziej wyedukowani procesem chemicznym. No to czym w końcu jest ta miłość ? Na to pytanie odpowiedź znają tylko dzieci :D  


I tak jak nie ma uniwersalnej definicji miłości, tak też nie ma jednego skutecznego sposobu na jej znalezienie. Czasami spotykamy ją na ulicy przez przypadek, kiedy wszystko leci nam z rąk - wiecie; taki filmowy przykład. Częściej jednak zdarza się to podczas spaceru w parku, na rolkach, albo podczas joggingu. To dlatego, że ludzie przez całe życie szukają wspólnego języka; między innymi poprzez wspólne zainteresowania. Problem polega na tym, że takie szukanie drugiej połówki na spacerze, w markecie budowlanym, czy na facebooku nie jest takie proste jak się wydaje, dlatego tak wielu ludzi dzisiaj określa się mianem : 

Forever alone 



Żyją sobie we własnym, tylko im znanym świecie, często z pozamykanymi drzwiami i oknami, przed 40 calowym telewizorem, ekranem monitora, książką 50 twarzy greya, albo padem w ręku; przechodząc kolejną tajemniczą planszę w LittleBigPlanet . I wiecie co ? Ja ich całkowicie rozumiem, bo takie wyjście z domu ,żeby tylko wyjść, albo napisanie do kolejnej dziewczyny, która znowu nie będzie miała czasu, naprawdę nie ma sensu. To zawsze działa w ten sam schematyczny sposób: Zaczyna się od zwykłego hej, co tam u Ciebie, potem kilka zdań na temat pogody, wczorajszego świetnie spędzonego dnia, przeczytanej ostatnio książki i... na tym koniec. Temat się urywa a zaczynają się jakże cudowne odpowiedzi w stylu; aha, o fajnie, to ciekawe, rozumiem. Ani jedno, ani drugie nie próbuje jakoś zaciekawić swoją osobą. Dlaczego ? Bo: jedno z nich pisze tylko, żeby pisać; z grzeczności lub, żeby zająć sobie jakoś czas. Tak ! Najczęściej jest to kobieta, której akurat się nudzi, więc znajduje sobie jakiegoś frajera, a kiedy tylko spotyka swoich znajomych mówi, że było jej bardzo miło. Ale może być też tak, że to kobieta jest forever alone. Wiecie; taka zawsze grzeczna, kulturalna, sympatyczna, często bardzo ładna, tylko po prostu nieśmiała. A szkoda, bo pewnie gdyby zaczęła ze mną rozmawiać, to uznałbym ją za inteligentną i zabawną osobę, tylko, że to się nigdy nie stanie, bo bardzo ciężko jest poznać dobrze osobę, której największym przyjacielem jest książka, kartka papieru itp.  I nawet jeśli ten chłopak, czy dziewczyna się przełamie, zacznie z kimś pisać, albo rozmawiać to pewnie i tak skończy jako ;  

Forever Friendzone


Na świecie istnieją różne strefy: klimatyczne, strefa strefa Schengen, strefa dla niepalących, strefa euro. Jeden są lepsze, inne gorsze, to zależy z której strony na to popatrzeć, bo tka naprawdę to w każdej z nich można znaleźć plusy i minusy. We wszystkich oprócz tej jednej, oprócz friendzona...
Spotykasz dziewczynę, która z wyglądu wydaje się być idealnym odzwierciedleniem twoich marzeń ( każdy ma inne, więc przykładów nie będę opisywał ) . Zaczynasz z nią rozmawiać i o dziwo okazuje się, że ona też interesuje się historią sztuki a jej ulubionym zespołem jest U2. Jeździcie wspólnie na koncerty, zloty fanów i wernisaże najlepszych artystów z regionu. Rozmawiacie ze sobą o zepsutym rowerze, o denerwującym rodzeństwie, o piosenkach, które tylko wy znacie i które od razu wpadają w ucho, a nawet o ulubionych kwiatach. Mówisz sobie: To musi być miłość, przecież to, że się spotkaliśmy, że oboje lubimy U2, a jej ulubione kwiaty to goździki; To nie może być przypadek !

Zabierasz ją więc do kina na typową komedię romantyczną, przed wejściem do kina wręczasz jej ulubione goździki , Po seansie chcesz zabrać ją na spacer, żeby w końcu się o to zapytać, ale ona mówi, że musi być w domu za pół godziny. Rozczarowany wsiadasz do samochodu, już chcesz przekręcać kluczyki samochodu, kiedy nagle  słyszysz dzwonek sms'a . Bez najmniejszego zawahania otwierasz wiadomość i tu niespodzianka : Wiedziałam o co chcesz zapytać. Jesteś super facetem, ale wiem, że nic z tego nie będzie. Proszę nie kończmy naszej znajomości: zostańmy przyjaciółmi...




Bracie ! Dobrze Ci radzę: jeśli kiedykolwiek będziesz w takiej sytuacji, to zakończ tą znajomość jak najszybciej. Nie jest to warte ani Twojego czasu, ani nawet pieniędzy, choćbyś był multimilionerem. Nie chodzi mi o  w pełni odwzajemnione uczucie, bo ono szwankuje nawet w długoletnich związkach. Po prostu będąc we friendzonie nigdy nie zostaniesz w pełni doceniony. Ja napisałem to co myślę a decyzja należy do Ciebie.


Ta cała miłość jest tak pokopana, że nie sposób jej ogarnąć ludzkim rozumem. A już na pewno nie w momencie, kiedy widzisz na spacerze w parku parę tak zakochanych w sobie ludzi, że na sam ich widok masz ochotę wykrzyczeć ;

Rzygam tęczą  !


Tego określenia używa się najczęściej patrząc na mega zakochanych w sobie ludzi. Zakochanych do tego stopnia, że ich uśmiech promienieje na kilometr. Czy to coś złego ? Jak dla mnie nie, bo nie widzę kompletnie nic złego w tym, że ludzie są ze sobą szczęśliwi. Tym bardziej, że akurat w dzisiejszym świecie być szczęśliwym, to wyczyn na skalę rekordu guinessa. Niestety nie wszyscy podzielają moje zdanie, ale najczęściej są to osoby, które po prostu nie poznały jeszcze nikogo wyjątkowego, więc nie można mieć im tego za złe. 

W tej całej miłości najbardziej zaskakuje mnie jedna rzecz : kompletny brak parametrów, oczekiwań i granic. Wszystkim singlom się wydaje, że jeżeli chcesz znaleźć swoją miłość to musisz być odważny, musisz udawać, że Ci nie zależy. Przede wszystkim musisz być przystojny, bo inaczej żadna na Ciebie nie poleci. Gówno prawda ! 

Jeżeli kiedykolwiek usłyszysz od koleżanki : Rzygam tęczą, to doceń to, bo najprawdopodobniej właśnie mija jedna z najpiękniejszych chwil Twojego życia. Chwila w której nikt nie ocenia Cię za nowe adidasy i marynarkę, która sprawia, że wyglądasz jak Brad Pitt. Nawet nie za Twój uśmiech, czy spojrzenie w oczy, tylko po prostu za Twoją obecność. 


Posted on 16:56 by Dawid P

10 comments

niedziela, 14 czerwca 2015

Ludzie boją się mówić


Gdybym poprosił was o udzieleni mi w ankiecie odpowiedzi na pytanie: Co jest najważniejsze w relacji z drugim człowieku to większość z was; myślę, że ok 70% odpowiedziałaby: szczerość, zaufanie, akceptacja, rozmowa. Jeśli się mylę to mnie poprawcie. Aaa wróć... rzeczywiście; pomyliłem się, bo większość z was nawet by tej ankiety nie wypełniła, albo walnęła by “x” byle gdzie, żeby tylko było ,że wypełnione i niech się wreszcie odczepi. A potem czytasz jakieś wyniki badań studentów I mówisz: Ale przecież to nie tak ! Naprawdę? To dlaczego miesiąc wcześniej postawiłeś “x” w złym miejscu ? Bo nie miałem czasu, bo mi się nie chciało, bo miałem zły dzień, a tak wgl to po co wypełniać jakieś bzdurne ankiety ? Może po to, żeby w końcu coś zmienić? Żeby zwrócić uwagę na jakiś problem ? Na prawdę nie wiem, czy ludzie nie chcą, czy nie potrafią być szczerzy, nawet sami ze sobą ?

Zazwyczaj osoby nieśmiałe, ale nie tylko twierdzą: ale ja nie chcę, ale przecież nie muszę, albo co najgorsze: nie wiem, nie mam zdania... Nie zrozumcie mnie źle, ja nie krytykuję ich stylu życia, bo jeśli im to odpowiada, to bardzo się z tego cieszę I jestem z nimi całym sercem. Gorzej, jeżeli tak naprawdę chciały coś powiedzieć, może coś ważnego ? Że nie wiem, ta pani co mijaliśmy ją za rogiem właśnie zasłabła I potrzebuje pomocy. To się nazywa tchórzostwo...

W sumie dobra, to jestem jeszcze w stanie zrozumieć, ale najbardziej zadziwiają mnie ludzie, którzy zaczynając coś mówić I przerywają w połowie zdania. Zazwyczaj kończy się to tak, że kończy za nich koleżanka/ kolega, ale w jego ustach ma to już zupełnie inne znaczenie. A potem jest płacz, że znowu nie zostałem zrozumiany: Dlaczego oni się ze mną nie liczą ? Przecież to ja to chciałem powiedzieć ! I o ile wcześniejsza sytuacja była zwykłym tchórzostwem, ta jest po prostu zwykło nieśmiałością. Naprawdę szkoda mi tych ludzi, bo często są oni dużo bardziej wartościowi, od tych którym się gęba nie zamyka .
Gdybym miał ocenić, który z tych ludzi byłby bardziej wartościowym, to powiedziałbym ,że żaden. Żaden z nich nie był do końca szczery . I to nieważne czy z innymi, czy ze samym sobą. W sumie jedno z drugiego wynika. Dlatego ja:

Kocham ludzi szczerych

Żeby było jasne: szczerych, ale inteligentnych. Bo w szczerości nie chodzi o to ,żeby gadać co Ci ślina na język przyniesie. Ludzie są tak różni, jak bliźniaki. Mogą być tak samo ubrani, mieć ten sam kolor włosów, pisać takim samym długopisem, ale w gruncie rzeczy będą zupełnie innymi osobami. Jeden będzie wolał muzykę klasyczną, drugi metal. Jeden swoją pierwszą miłość pozna w parku na rolkach, a drugi na dyskotece. I w końcu jeden będzie się opowiadał za karą śmierci, a drugi za trzymaniem mordercy w więzieniu, aż zdechnie( marnotrawiąc notabene swoje I moje podatki). Nie mam brata bliźniaka( na szczęście, lub niestety), ale nie wyobrażam sobie sytuacji w której ( gdybym jednak miał brata bliźniaka) jeden z nas opowiadałby ciotce co myśli na temat kary śmierci w Polsce, a Ona zwróciłaby się do mnie : Ty pewnie myślisz tak samo jak Twój brat. Ale wracając jeszcze do tej inteligencji ( bo chyba trochę popłynąłem z tematem :D ) ; nie chodzi o to ,żeby mieć własne zdanie I wypowiadać się odważnie wśród ludzi, ale o to, żeby robić to z głową ! Nikt Ci nie broni mówić tego co masz na myśli, ale jeśli masz zamiar kogoś obrazić, albo się na kogoś wściec to używaj sensownych argumentów. Jeżeli masz odmienne zdanie na temat kary śmierci, to Twój bełkot w stylu: mówić, żeby mówić nie ma żadnego sensu ! Wysłuchaj, co druga osoba ma do powiedzenia, a jeśli się z czymś nie zgadzasz, to spróbuj o tym porozmawiać. Żeby było jasne: dialog polega na tym ,że minimum dwie osoby się ze sobą komunikują, a w tym wypadku przedstawiają racjonalne argumenty.
Nie widzę sensu w tym całym wyzywaniu się od idiotów, ciuli itd. , żeby tylko udowodnić, że to ja mam rację. To nie jest szczerość tylko czyste chamstwo. Tak samo, jeżeli rozmawiasz z człowiekiem to pamiętaj, że on ma uczucia I wytykanie mu w szczerości tego, ze zupa była za słona, że samochód źle postawiony, że znowu nie było zostawionej kartki na drzwiach, a miotła stoi w ten sposób, żeby nie dało się przejść nie ma żadnego sensu ! Nie sprawisz tą szczerością, że będzie wam w życiu lepiej tylko:
a) wywołasz w domu III wojnę światową
b) sprawisz, że druga osoba będzie miała doła jak stąd do Meksyku.

Szczerość w związkach

Wiem, że zabrzmi to bardzo podręcznikowo, ale szczerość naprawdę jest podstawą udanego związku. Możesz być biedny jak mysz kościelna, możesz być chodzącą katastrofą, możesz nie wiedzieć ,że ziemia nie jest kulą ( chyba mało kto o tym wie :P ), ale jeśli będziesz szczerym człowiekiem, to za słowami piosenki : “Miłość Ci wszystko wybaczy...”


Szczerość jest najważniejszą rzeczą w życiu i w relacji z drugim człowiekiem, ale niewłaściwie przekazana, czy odebrana przyniesie więcej szkody niż pożytku.


Posted on 21:30 by Dawid P

4 comments

wtorek, 9 czerwca 2015

Każdy z nas będąc dzieckiem chciał w przyszłości zostać kimś ważnym, jakąś sławną osobą o której będzie się mówiło w mediach społecznościowych, której zdjęcia będą na pierwszych stronach najlepszych gazet w Polsce. Czyż to nie było by piękne ?
Wyobraźcie sobie taką sytuację : Idziecie sobie jedną z głównych ulic waszego miasta; powiedzmy do Biedronki. W nowej marynarce, idealnie dopasowanej koszuli i eleganckich spodniach z najrówniejszymi kantami na świecie. I jak to zwykle bywa, w najmniej spodziewanym momencie słyszycie wesołe : Dzień dobry Panie Profesorze !



Gdybym był na miejscu tego szanowanego człowieka to pewnie ucieszyłbym się z kulturalnego pozdrowienia. Na miejscu tego ucznia, zacząłbym się lepiej zastanawiać, czy nie nadużyłem czyjegoś tytułu wypracowanego przez długie lata. No pomyślcie trochę; kto w wieku 35 lat ma tytuł profesora ? Nikt ! I właśnie dlatego...

W szkole nie ma dziś profesorów

Jakim cudem ? Takie są fakty: Jeśli idziemy na studia, to kończymy je w wieku 25/26 lat. Więc jeśli trochę ruszycie mózgownicą to dojdziecie to wniosku ,że to jest niemożliwe ,żeby w 9 lat obronić dwie prace dyplomowe, zrobić habilitację i tytułować się:                 dr hab.prof. UX Jan Kowalski.
To, że nauczycieli w szkołach średnich mówi się Panie Profesorze, jest tylko głupią tradycją. Głupią nie dlatego, że tradycje są bez sensu, ale dlatego, że oprócz mnóstwa nieprzydatnych rzeczy wpajamy ludziom ( podobno rozumnym ) czyste kłamstwa !
Jakby tego było mało ci wszyscy pseudo profesorowie, każą nam wstawać, kiedy idą korytarzem, mówić dzień dobry, kiedy kompletnie nie masz na to ochoty, bo przecież za minute i tak dostaniesz kapę do dziennika . No i oczywiście w klasie najważniejszy jest kto ? „Pan niby Profesor” od siedmiu boleści. To wytłumaczcie mi po jaką cholerę jak przez 5 lat na studiach uczę się, że w procesie dydaktycznym najważniejszy jest uczeń i jego dobro ?!
Od dwóch lat mijam na uczelnianym korytarzu różnych wykładowców . Do dziś żaden z nich nie zwrócił mi uwagi, że mam wstać i że powinienem mu powiedzieć dzień dobry. A przecież tak samo jak w szkole; nie z każdym z nich mam zajęcia. Dlaczego tak jest ? Bo...

Profesor to też człowiek
I w porównaniu do tego pseudo profesora z liceum, potrafi zrozumieć, że możesz mieć gorszy dzień, że ten temat akurat Ci nie leży, że byłeś wczoraj na mega imprezie i w sumie to miałeś teraz spać ,ale przyszedłeś na wykład, bo ten profesor wykłada w taki sposób, że zapamiętujesz to bez notatek. A po zajęciach jest Ci w stanie opowiadać o swojej ostatniej wycieczce rowerowej. I to nie jest jakaś tam utopia o której uczymy się na języku polskim, tylko rzeczywistość, ta tuż obok nas.

Tytuł naukowy daje nam uznanie, szczęście, pieniądze...


Gówno prawda ! Tytuł nic nam nie daje oprócz własnej satysfakcji. Ta jest najlepszą nagrodą dla wybitnego specjalisty z danej dziedziny.
Dlaczego nie uznanie ? To bardzo proste: Zdobywając tytuł naukowy zdobywasz jednocześnie szacunek wśród pewnej grupy osób. Jednocześnie swoimi zasługami rozbudzasz w kolegach zazdrość, bo przecież Ty niesłusznie zostałeś profesorem. Moja praca była lepsza, ale oczywiście musiałeś się podlizać itd. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie nam zazdrościł i pewnie zepsuje nam nerwy samą swoją osobą.
Szczęście utytułowanego specjalisty jest ulotne. To nie jest tak jak się nam dzisiaj wydaje, że jak ktoś obronił już tytuł to może osiąść na laurach. Jeżeli się nie rozwijasz naukowo, możesz stracić swoje dotychczasowe szczęście szybciej niż Ci się wydaje. Wystarczy ,ze w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie znajdą się ludzie, których głównym zadaniem jest szukanie dziury w całym.


Jak dla mnie w tym całym profesorowaniu nie ma żadnej frajdy. W wieku 55 lat dorobisz się tytułu, a w wieku 65 możesz zejść na zawał, doigrać się Alzheimera, albo w skrajnych przypadkach z nadmiaru szczęścia zostać alkoholikiem. Co Ci wtedy przyjedzie z Twojego tytułu ? No bo do grobu to go raczej nie zabierzesz.
Możesz być profesorem, burmistrzem ,prezydentem a nawet Angelą Merkel, ale jeśli nie będziesz człowiekiem, to swoim tytułem będziesz mógł się podetrzeć.

Posted on 19:45 by Dawid P

7 comments

czwartek, 4 czerwca 2015

No właśnie co ? Przyznacie, że to dosyć dziwne pytanie, ale podobno nie ma pytań, ani odpowiedzi bez sensu. Najprostsza odpowiedź jaka mi się nasuwa to ta, że po prostu go zużyliśmy. Zużyliśmy swój język do tego stopnia, że nikt nie jest w stanie go już uratować. A najstarszniejsze jest to, że on się naprawdę przy tym męczy. W moim przypadku już od 21 lat i niestety jest tylko jeden. Swoją drogą ciekawe czy da się przeszczepić język na jakiś bardziej normalny ?

Polska język, trudna język

I to nie jest żart ! Wiecie o tym, że mamy jedną z  najtrudniejszych gramatyk świata. Nie ma się więc co dziwić obcokrajowcom, którzy przyjeżdżając na wakacje do Polski tak kaleczą nasz język : ja chcieć jeść ryba. Brzmi to co prawda dosyć śmiesznie, ale nie bądźmy hipokrytami; prawda jest taka, że uczymy się języka angielskiego od przedszkola, a gdybyśmy na ulicy np. w Bytomiu spotkali jakiegoś Turka, to zamiast wytłumaczyć mu na spokojnie: go along...itd. było by to coś w rodzaju: tam blok, budka w lewo, kebab, na miejscu. W sumie to chyba bez znaczenia, czy powiedzielibyśmy to po angielsku, po chińsku, czy po polskiemu, bo brzmiałoby to dokładnie tak samo..Ale tak ! Nauka języków jest bardzo ważna! Możesz nie umieć matmy, możesz nie wiedzieć kim był Rej, ale język musisz znać...
Wszystko pięknie, ładnie, ale tylko w teorii, bo w praktyce najczęściej wygląda to właśnie tak:

Wiecie co jest naprawdę przerażające ? To, że sadzamy dziecko 6 letnie w szkolnej ławce, żeby się uczyło angielskiego, bo to dla jego dobra, żeby miało lepszą przyszłość. To samo dziecko przychodzi do domu i zaczyna rozmawiać z rodzicami ( po polskiemu, żeby nie było ), a wygląda to miej więcej tak :

R: Jak było dziś w szkole ?
D: Dobrze
R: A z Michałem już zgoda ?
D: Już jest ok.
R: To umyj ręce i przyjdź za 10 minut na obiad .
D: Ok.

Yyy...,że co przepraszam? To była rozmowa ? Te wydukane kilka wyrazów ?! No chyba sobie jaja robicie ! Powiedzcie mi proszę..po jaką cholerę wciskać dzieciom do łba 5 czasów angielskich, skoro ono nie potrafi komunikować się ze swoimi rodzicami. No, bo chyba nie powiecie mi, że te zdawkowe odpowiedzi powyżej to jest dialog ?


Moim skromnym zdaniem winowajcą jest ten cały, zakichany fejsbuk: mnóstwo otwartych okienek na raz, szybkie wysyłanie wiadomości, doskonalenie umiejętności wyrażania emocji za pomocą emotek.  Jakby tego było mało ludzie rozwijają umiejętności mówienia najczęściej w szkole, a nie w domu . Przepraszam...Powiedziałem w szkole ? Miałem na myśli raczej przerwy miedzylekcyjne i to wszystko co dzieje się poza instytucjonalnym budynkiem. Podobno nazywa się to odreagowaniem. Musicie przyznać, że brzmi to bardzo interesująco, ale o tym przekonajcie się sami:


I gdyby nie to, że znam pojedyncze osoby wśród swoich znajomych, które potrafią się pięknie wysławiać, (no dobra, z tym pięknie znowu trochę przesadziłem, ale bynajmniej zwyczajnie), to pewnie nie uwierzyłbym w to, że ludzie mogą żyć bez "kurwa mać" i "ja pierdolę" .

Posted on 15:45 by Dawid P

10 comments