środa, 2 września 2015

Temat miłości jest już tak oklepany, że szkoda gadać. Dosłownie na każdym kroku możecie znaleźć profesjonalne porady typu: Jak poderwać kobietę, 100 sposobów jak zepsuć pierwsza randkę, co włożyć na romantyczną kolację. I jakbym miał wybierać (a na szczęście już nie muszę), to zdecydowałbym się na przeczytanie tej ostatniej, bo jedyna jak dotąd niezawodna metoda na podryw to...

Przez żołądek do serca

Bo wszyscy dobrze wiemy o tym, że człowiek głodny to człowiek zły! Ale czasy się zmieniają a razem z nimi wymagania ( głównie kobiet, ale nie tylko...). Dlatego dziś romantyczna kolacja to nie taka na trawie, gdzie rozłożycie sobie koc, weźmiecie ze sobą koszyk kanapek i będziecie je wcinać patrząc sobie w oczy ( w zasadzie idealna opcja dla panów, bo może nie zauważy skarpetek do sandałów - żart oczywiście - przecież nikt już dzisiaj nie nosi sandałów). Raz, że to niezbyt wygodne, bo siedzicie przecież na twardej ziemi. Dwa, że dookoła biega mnóstwo rozkrzyczanych dzieci, szczekających psów itd. Kiedyś wyjście na piknik do parku było idealnym pomysłem na randkę, ale niestety dzisiaj za to możecie dostać mandat, więc zostaje wam przejść się oznaczoną ścieżką miedzy drzewami a jak zgłodniejecie to zawsze można skoczyć do jakiejś dobrej restauracji. Są gusta i guściki; jedni wolą łono natury a inni galerie handlowe. Prawdę mówiąc w jednym ja i w drugim przypadku można świetnie się bawić i dobrze zjeść. Wystarczy tylko mieć pomysł a i z tym bym nie przesadzał, bo miłości nie da się zaplanować.
No dobra, przyznaję, że pisanie o jedzeniu na samym początku nie było chyba genialnym pomysłem, ale ja po obiedzie jestem najedzony. Ale jeżeli wy zgłodnieliście, to polecam wam skoczyć po coś do lodówki albo do barku (u mnie zazwyczaj jest tam coś dobrego do wcinania), bo to jeszcze nie koniec. Przecież po każdej udanej randce czekacie na

List miłosny!

Aaa wróć, dinozaury już przecież dawno wyginęły a my dzięki temu mamy smartphony! I w ten właśnie sposób zabijamy nasz romantyzm. Zgadzacie się? Bo ja nie do końca. Nie mówię, że nie chciałbym żyć za czasów naszych dziadków, kiedy zamiast sms'ów pisało się te prawdziwe listy na papierze, wrzucało do koperty i czekało po dwa tygodnie a nawet więcej na odpowiedź. To był prawdziwy romantyzm. Ale miał też swoje wady, bo kobiety w tym czasie ogołociły wszystkie łąki ze stokrotek wyliczając; kocha, nie kocha, kocha, nie kocha - Ahh..jednak kocha! A kiedy w końcu ten ukochany przyjechał (nie na białym koniu i nie nowym Mercem) Trabantem... Co to była za radość! Bo w końcu mogli się objąć, spędzić ze sobą trochę czasu, popatrzeć sobie głęboko w oczy i przypomnieć słowa ostatniego listu, ale teraz wypowiedziane na żywo. Ale jak to już w świecie bywa wszystko ma swoje wady i zalety; czekanie miesiąc na jeden list może przyprawić o ból brzucha i zawroty głowy - a wszystko to Z MIŁOŚCI. To tak pół żartem, pół serio, bo wątpię, że po tak długim rozstaniu wiadomość; "Wiesz...przykro mi, ale nic z tego nie będzie" była tą na którą warto było tyle czekać. Nie zrozumcie mnie źle; nadal uważam, że zerwanie przez sms'a jest dzisiaj  jedną z najgorszych możliwych opcji, ale boli dużo mniej niż po miesiącu niespełnionych marzeń. Na szczęście w takich chwilach z pomocą przychodzą;

Piosenki o miłości


Jedne mają lepszy tekst, inne melodie, ale wszystkie mówią o jednym( Nie! Nie o seksie); o Miłości. I wiem, że ten temat już poruszałem i że wszystko jest kwestią gustu, ale wybaczcie mnie osobiście dzisiejsze piosenki nie przekonują. No po prostu nie wiem o jakich głębszych uczuciach mówi np Pitbull w piosence International Love .Ale na szczęście są jeszcze takie utwory w których można się zakochać nie oglądając teledysku. Oczywiście to jest tylko moje zdanie, więc jeśli macie inne to chętnie się o tym dowiem - tutaj możecie mnie hejtować

 ;Muzyka łączy pokolenia. Cokolwiek bym tutaj nie napisał, to są osoby, dla których;
 
Liczy się tylko seks


Bo, żeby laska była twoja, to musi być dziewicą, długonogą, z pięknie wytapetowaną twarzą i całym tym nieskazitelnym wyglądem. No, bo na taką to od razu ma się ochotę i oczywiście szansa, że wylądujecie na pierwszej randce w łóżku jest bardzo duża. Tak samo jak wielka jest obojętność tej twojej "wielkiej miłości", bo możesz mieć kupę forsy, żeby zaprosić ją do restauracji, próbować udowodnić,że naprawdę Ci na niej zależy, ale jej będzie to obojętne, bo przecież i tak chodziło tylko o seks.Zróbmy TO!


Czas ma znaczenie
I tak własnie kończą się bolesne rozstania po 5 dniach znajomości. Oczywiście piszę tutaj o skrajnych przypadkach, w których niedojrzałość obojga wzięła górę nad uczuciami. Nie mówię, że nie chcieli dobrze dla siebie nawzajem, ale jak mieli się tego dowiedzieć w tak krótkim czasie. 
Tak wielu ludzi dzisiaj chce kochać i być kochanym, więc szukają swojego szczęścia; na portalach randkowych, na facebooku, na dyskotekach (mówcie co chcecie - szczerze nie polecam). Szukają często na siłę; "Bo mój kumpel ma już dziewczynę od drugiej klasy". Tylko tak naprawdę, to szczerze wątpię w to ,że będzie ona tą jedyną (chociaż wyjątki się zdarzają). Możecie mi wierzyć lub nie, ale z miłością nie warto się spieszyć. Poznanie cudownej dziewczyny, pisanie po nocach, wspólne spacery, kolacje, wyjścia do kina - to tak naprawdę jeszcze niewiele znaczy bo...Miłość przychodzi z czasem
Wtedy kiedy Ty mówisz, że wolisz KFC a Ona Burger Kinga, kiedy kłócicie się o to które z was miało posprzątać po kolacji, kiedy Ona ma ochotę w Ciebie rzucić talerzem, bo znowu powiedziałeś coś co zabolało, ale tego nie robi, bo w głębi serca jest w Tobie do szaleństwa zakochana. Dlatego woli się nie odzywać, woli siedzieć przez tą godzinę w samotności, bo chce wam obojgu dać czas do namysłu.  Ona dobrze wie, że za pół godziny pójdziesz po nią do pokoju, siądziecie razem na dywanie i wszystko jej wyjaśnisz, bo Tobie też cholernie na niej zależy.

Posted on 20:00 by Unknown

28 comments

piątek, 28 sierpnia 2015

Po­dobno na całym świe­cie ist­nieją tylko 3 tematy któ­rych nie poru­sza się w towa­rzy­stwie. Więk­szośc z Was pew­nie wie już o czym mówię ale dla tych, któ­rzy dopiero wstali po cało­no­cnej impre­zie małe przy­po­mnie­nie; cho­dzi o seks, reli­gię i pie­nią­dze! Taaak, już wiem o czym myśli­cie: znowu te pie­nią­dze… No i w sumie to macie rację, bo już nie­raz o nich wspo­mi­na­łem, a nawet poświę­ci­łem im całego posta. Dla tych, któ­rzy nie bar­dzo wie­dzą o co kaman małe przy­po­mnie­nie: Im więcej masz, tym więcej chcesz

Ale dzi­siaj chcia­łem ude­rzyć z tro­chę innej strony. Dro­dzy rodzice: przy­go­tuj­cie się na ostrą kry­tykę. Na począ­tek kilka fak­tów;
1) Czło­wiek bez pięnię­dzy jest dzi­siaj nikim. Zga­dza­cie się?
2) Me­dia przez reklamy kre­dy­tów, nowych zaba­wek (nie tylko dla dzieci np. Smar­twatch – ZBEREŹNICY!) sta­rają się nam udo­wod­nić, że bez pie­nię­dzy nie damy sobie rady, więc faj­nie byłoby je mieć.
3) Jeżeli zgo­dzi­li­ście się z pkt 1, to ja Was zaraz z błędu wypro­wa­dzę!



Pa­mię­tam jak mając 8 lat posze­dłem do pierw­szej komu­nii. Tak, pamię­tam ten dzień! Może nie tak jakby to było wczoraj, ale mimo to dosyć dobrze. Naj­pierw było mnó­stwo stresu, bo gar­ni­tur, bo buty, bo co jak pomylę się przy ambo­nie. Ale to jest nor­malne i szybko mija, a potem… Potem było obże­ra­nie się bom­bo­nier­kami, a nawet roz­da­wa­nie ich na podwórku (te naj­gor­sze odda­wa­łem raczej śred­nio lubia­nym kole­gom, ale cicho – prze­cież nie muszą tego wie­dzieć)
A teraz do rze­czy: myśli­cie, że Wasze dziecko też będzie miało takie wspo­mnie­nia? Chyba sobie jaja robi­cie! Jasne, że nie! Ze zdjęć będzie wie­działo, że kole­żanka z ławki miała za długą sukienkę i jesz­cze, że naj­lep­szym pre­zen­tem był nowy Asus od cioci Haliny. To tyle, bo wię­cej raczej nie zapa­mięta.
Dro­dzy Rodzice,
Pierw­szy życiowy (podobno świa­domy) egza­min Waszego w któ­rym brało udział Wasze dziecko oblany! Ale nie przej­muj­cie się, może następ­nym razem pój­dzie lepiej…



Ma­jąc 17 lat tata zapi­sał mnie na prawo jazdy. To był dla mnie raczej test na wytrzy­ma­łość. Jeżeli jeste­ście cie­kawi, co z niego wynio­słem, to przed prze­czy­ta­niem zapnij­cie pasy: Test na odporność psychiczną
Od razu Wam powiem, że wąt­pię w to, żeby Wasze pocie­chy doszły do takich wnio­sków, bo jak już dostaną ten drugi w swoim życiu wym­arzony pla­stik, to roz­pocz­nie się kolejny kon­kurs: tym razem na naj­pięk­niej­szy samo­chód. A Wam, moi kochani, zosta­nie jedy­nie pójść do apteki po Sto­pe­ran, żeby przy­pad­kiem nie posrać się ze stra­chu o nowego Golfa 7 jak przyj­dzie zima. Prze­cież to wia­dome, że dużo łatwiej jest zdać prawo jazdy w lecie. Mylę się? To mnie popraw­cie. 



No cóż… Chcąc Was pocie­szyć, mogę powie­dzieć tylko: Nie przej­muj­cie się! W końcu do trzech razy sztuka. Naj­waż­niej­szy egza­min - matura - dopiero przed Wami!
Po­dobno jest to egza­min doj­rza­ło­ści. Mówię "podobno", bo niby jak do cho­lery on ma spraw­dzić naszą doj­rza­łość? Aaa no tak! Trzeba zabrać magiczny pla­stik. W końcu nad­cho­dzi ten długo ocze­ki­wany dzień, jesz­cze tylko kilka godzin i po całym przedma­tu­ral­nym stre­sie, nie­prze­spa­nych nocach i wszyst­kich repe­ty­to­riach będzie można zapo­mnieć!
No dobra, już nie ściem­niaj­cie. I tak wiem, że uczy­li­ście się dzień przed. A wszystko po to, żeby po połu­dniu wsiąść do swo­jego Golfa 7, poje­chać w końcu do dziad­ków po te dwie stówy a wie­czo­rem nawa­lić się na domówce u kum­pla (faj­nie byłoby przy oka­zji nie obrzy­gać mu cze­goś).

Ko­chani żywi­ciele rodziny,
Jak dobrze wie­cie, teraz nie mogę mieć już do Was pre­ten­sji. Bo zro­bi­li­ście wszystko co w Waszej mocy, żeby Wasze dzecko wyszło na ludzi: zapro­wa­dzi­li­ście do Pierw­szej Komu­nii, dali­ście kasę na prawko i zna­leź­li­ście naj­lep­szego w mie­ście kore­pe­ty­tora z matmy (60 zł/h), bo prze­cież pie­nią­dze tak naprawdę nie mają zna­cze­nia. Teraz zostaje Wam tylko patrzeć i cze­kać na chwilę w któ­rej Wasza naj­zdol­niej­sza pocie­cha założy rodzinę i weź­mie Was za wzór godny naśla­do­wa­nia. 

Posted on 18:59 by Unknown

17 comments

niedziela, 23 sierpnia 2015

Wróciłem z Wrocławia; miasta pełnego niespodzianek, zabytkowych uliczek, kawiarni i miejsc w których można dobrze zjeść. Specjalnie nie napisałem ,że tanio, bo cena jest zawsze kwestią sporną. Dla jednego 25 zł za obiad to przyzwoita cena (zwłaszcza jeśli po takim obiedzie nie potrafi wstać z krzesła) a dla kogoś innego wydanie takiej kwoty na coś co za chwilę i tak zniknie z talerza może być absurdalne. A w dodatku zanim się dostanie wreszcie ten talerz pełen mięcha trzeba tyle czekać. Jak masz szczęście to poczekasz sobie przy stoliku, ale możesz też natrafić na długą kolejkę oczekujących na wolne miejsce przed tobą. I tu pojawia się problem: jak wystać te 40 minut i nie zanudzić się na śmierć?

Jest to nie lada wyczyn, ale na pocieszenie powiem wam, że czekanie na stolik to jeszcze nic w porównaniu z kolejką do lekarza.  Nie chodzi tu tylko o długość tej kolejki, ale o sam fakt czekania. Bo o ile odstanie w niekończącym się wężu do dziekanatu przynosi często jakiś tam skutek; (nierzadko ten oczekiwany), to stojąc w kolejce po jedzenie można się wnerwić do tego stopnia, że głód sam mija. Czyli podsumowując problem goni problem. Dlatego decydując się na coś tak szalonego jak wyjście z domu najlepiej wyposażyć się w paczkę dobrego humoru. Tylko, żeby to było takie proste... Prawda jest taka, że ci wszyscy upierdliwi ludzie czekający na zbawienie sami sobie uprzykrzają życie. Chcecie przykładu? Proszę bardzo!


Jak co środę rano biegniesz sobie do sklepu, bo chcesz dostać jeszcze świeżutki egzemplarz swojego ulubionego tygodnika. Niestety! Drzwi są jeszcze zamknięte a przed sklepem stoi już taka kolejka, że zdążysz ugotować obiad i wrócić. No dobra, tylko, że jak tak zrobisz to z twoją gazetą będziesz się musiał już pożegnać dlatego zostajesz. Gratuluję zawziętości, ale ona niestety nie pomoże Ci nie pomoże. Przy najbliższej okazji wyjdziesz z siebie i staniesz obok bo akurat dwie sąsiadki zaczną opowiadać o tym jaka to impreza była dzisiaj w nocy u Kowalskich ,że całą klatkę pobudzili. Możesz tego słuchać z boku i  nosić się z zamiarem powiedzenia: A gówno Cię to babo obchodzi! Albo podejść nieoczekiwanie i zmienić temat pytając np o to czy promocja na pomidory to miała być od dzisiaj czy od jutra? Najlepiej przygotuj sobie jeszcze aparat, żeby zrobić swoim sąsiadkom zdjęcie z miną "Yyy, ale o co chodzi?"
Taka forma żartu na pewno będzie lepsza niż wściekanie się przez kolejne pół godziny.



Jest jeszcze jedna metoda na radzenie sobie z długimi kolejkami na które jesteśmy skazani a znana jest ona przede wszystkim studentom no, bo kto inny jak nie student potrafi się bardzo szybko dostosować do sytuacji. I nie musi to być sprawa najwyższej wagi. Wystarczy, że w grę wchodzi jego własny interes. Nie ma tu znaczenia czy chodzi o niesprawiedliwą ocenę z egzaminu od wykładowcy, którego sam nie lubisz, czy o to ,że ta menda z dziekanatu klepie przez ten telefon już od godziny a jeszcze nie zdążyła obgadać wszystkich swoich znajomych. W końcu ty też jesteś studentem i Tobie tak jak innym należy się szacunek. 
Szkoda tylko, że nie wszyscy potrafią tak wykorzystać swój cenny czas w kolejce do...

Posted on 16:24 by Unknown

17 comments

wtorek, 18 sierpnia 2015

Dziś czas na kolejną krytykę naszego bzdurnego postępowania, które w skrajnych przypadkach może doprowadzić do rozchwiania emocjonalnego, depresji lub w skrajnych przypadkach zaprowadzić nas do zakładu dla obłąkanych. To wszystko brzmi może dla was trochę absurdalnie, ale taki właśnie mogą być skutki płaczu. Ale, żeby w ogóle ten post miał jakikolwiek sens, to najpierw przytoczę wam definicję płaczu z najpopularniejszego wśród gimbazjalistów źródła wiedzy. Reszty mówić wam nie trzeba.
Płacz – stan emocjonalny, będący reakcją na strach, ból, smutek, żal lub złość. Objawami płaczu są łzawienie, szlochanie i łkanie. Płacz jest także jednym ze ,stanów jakie towarzyszą nam w trakcie rozmowy z drugą osobą.
Płacz może być związany z pozytywnym, głębokim, wewnętrznym przeżyciem, któremu towarzyszą tzw. "łzy szczęścia". Są to często sytuacje podniosłe, szczęśliwe lub radosne. Niektóre osoby reagują płaczem na "piękno", gdy słyszą wspaniałą emocjonalną muzykę lub podziwiają piękny widok.

Czyli generalnie rzecz biorąc płacz jest dobry. Jak małe dziecko czuje ból, bo uderzyło się w głowę to płacze, jak pokłóci się ze swoją przyjaciółką z podwórka, ale tego żałuje to płacze. Ta definicja u góry mówi też o tym, że płacz może być oznaką szczęścia. Kobiety często wzruszają się oglądając romanse, albo patrząc jak ich dziecko stawia pierwsze w swoim życiu kroki. Większość z nich reaguje też płaczem, kiedy poczują się zranione, bo pokłóciły się ze swoim ukochanym.


Oczywiście są też kobiety, które mają serce z kamienia I wrzeszcząc na swojego faceta, chcą pokazać swoją siłę. Ale koniec końców wygląda tak, że zamykają się potem w pokoju I kładą do łóżka ze swoim niezbędnikiem w danej chwili – paczką chusteczek. A mężczyźni? Jak właściwie się zachowują, kiedy nie są w stanie wytrzymać sami ze sobą? IDĄ NA PIWO! To oczywiste, bo przecież trzeba jakoś odreagować te wszystkie stresujące sytuacje. Dlaczego nie mogą się tak samo jak kobiety zamknąć w pokoju I szlochać do poduszki? Odpowiedź jest prosta a Muniek Staszczyk w swojej piosence ciągle to podkreśla, że przecież: Chłopaki nie płaczą. Nie można mieć do niego o to pretensji, bo piosenka jest hiciorem na każdej imprezie a wszyscy świetnie się przy niej bawią. Dzisiaj jednak nie chodzi mi o piosenkę, ale o sam fakt, że skoro mężczyzna ma być odważny, przystojny I wysportowany, to on nie może płakać! Przecież jego reputacja ległaby w gruzach, wszystkie kobiety by się z niego śmiały, że o kumplach już nie wspomnę, bo I tak byłby zrujnowany. A właściwie czemu? Dlatego, że pokazał co naprawdę czuje? Nie! Dlatego, że pokazał jaki jest słaby... Nie miał siły, żeby powstrzymać swoje łzy. Taki przystojny napakowany facet płacze...porażka.


Czy dzieciom wolno płakać?
Wszyscy dobrze wiemy o tym, że tak naprawdę to nie nasza wina, że nie możemy sobie popłakać, kiedy jest źle. To wszystko wina kobiet! To przecież one wymagają od nas, żebyśmy byli twardzi. Bzdura, jedna z największych jakie słyszałem, ale słyszałem ich wiele, więc chyba nie powinno mnie to dziwić. Słuchajcie! Nie udawajcie idiotów, którzy nie wiedzą, że wszystkiemu winne są media. Przecież to one pokazują wiecznie twardych facetów. Wdzieliście kiedyś żeby mężczyzna w telewizji płakał? Ja też nie! Ale to nie jest jeszcze najgorsze. Najbardziej krzywdzącą rzeczą jest płacz młodego chłopca, powiedzmy takiego, który ma 10 lat.“Nie płacz. No co Ty baba jesteś!?” I w tym samym momencie chłopak próbuje się opanować: Dobra stary otrząśnij się, już jest po wszystkim. A wcale, że nie!
Powstrzymywanie swoich emocji jest gównianym rozwiązaniem, bo one prędzej, czy później I tak z Ciebie wyjdą a lepiej, żeby skończyło się na wysmarkaniu paczki chusteczek niż na czyimś złamanym nosie. A wracając jeszcze do dzisiejszych kobiet, to prawda jest taka, że w ich oczach nie stracisz na wartości, jeśli zobaczą u Ciebie łzę w oku. Ba! Właśnie dzięki temu zyskasz, bo kobieta, którą kochasz będzie wiedziała I widziała, że jej ukochany nawet, jeśli udaje twardego, potrzebuje jej wsparcia. Jak chcecie możemy zrobić sondę, ale daje sobie głowę uciąć, że większość kobiet chce prawdziwego mężczyzny u boku a nie napakowanego mięśniaka, który będzie udawał, że jest twardy a swoje smutki zapijał browarem.

Posted on 21:23 by Unknown

9 comments

czwartek, 13 sierpnia 2015

Nasz dzisiejszy świat jest tak porąbany, że praktycznie cały czas musimy stawiać do walki w  konkursach, wyzwaniach i testach. Zastanawialiście się kiedyś po co? No jasne! Przecież każdy się nad tym zastanawia i dochodzimy do tego samego wniosku: że ta ciała walka o lepsze jutro jest bez sensu, że jeszcze jesteśmy zbyt słabi i że jednak nie damy    rady. Ale czy tak naprawdę musimy to robić? Czy musimy podchodzić do matury? Czy musimy koniecznie brać udział w jakimś   hucznym wydarzeniu, żeby się pokazać, albo czy musimy koniecznie mieć tą prostokątną plakietkę, która zwie się prawo jazdy? 


To zbyt wiele pytań na jednego posta dlatego zdecydowałem się spróbować odpowiedzieć na jedno z nich: Po co, komu do szczęścia te zakichane prawo jazdy? Jak to po co? Przecież każdy porządny człowiek, który skończył 18 lat musi mieć prawo jazdy, nawet jeśli się do tego kompletnie nie nadaje. No, ale dobrze niech wam już będzie, że te prawo jazdy jest potrzebne i wybieramy się w końcu na   ten długo wyczekiwany egzamin. 

Pierwszy błąd jaki popełnia większość ludzi zaraz po wyjściu ze zdanej teorii to taki, że pakują się do tej poczekalni 2 x 2 i gnieżdżą się wśród tych wszystkich poddenerwowanych ludzi. Czasami zastanawiam się gdzie jest kres bezmyślności ludzkiej. Dlaczego? Bo może i w tej poczekalni znajdziesz miejsce od siedzenia, ale zaraz obok napatoczy Ci się jakiś niedorajda i zacznie opowiadać, że to jest już jego siódmy egzamin, ale on się nie martwi, bo gorszego egzaminatora niż miał ostatnio to już nie da się dostać.  Już zanim wsiadł do samochodu zaczął coś przeklinać pod nosem,  jeszcze nie zdążyłem się w ogóle przygotować do jazdy, on już narzekał, że i tak źle ustawiłem lusterka, że powinienem już mieć zapięte pasy i czemu to wszystko tak długo trwa? Czy pan nie wie co ma robić? No i słysząc taką historię jeszcze zanim wejdziesz do samochodu zaczynasz myśleć o tym, że skoro on miał takiego pecha to z Tobą pewnie nie będzie inaczej. Tylko jaki jest sens się stresować skoro egzamin się jeszcze nie zaczął? 



Tak naprawdę nie na najmniejszego znaczenia czy najpierw ustawisz fotel, czy lusterka. To jest tylko ich widzi mi się, żeby sobie pomarudzić, bo się nie wyspali, bo kawa miała o jedną łyżeczkę cukru za dużo, albo jego przełożony znowu wstał lewą nogą  i dostał opieprz za to, że żyje. Voila! Właśnie poznałeś powód przez który nie zdasz tego egzaminu i jak usłyszysz taką gadkę to lepiej przyszykuj sobie już gotówkę na kolejny termin. No, ale dosyć już tego straszenia, bo to przecież tylko plac manewrowy a prawdziwa jazda zaczyna się dopiero na mieście. Do dziś pamiętam jak mój egzaminator poprosił mnie o dynamiczną jazdę, a ja wyjechałem z WORD-u z piskiem opon!
Ci najbardziej wredni egzaminatorzy zabiorą Cię na drogę gdzie średnio co 600m będziesz miał pasy a zasada jest taka, że jak jest zebra, to pieszy ma pierwszeństwo. Że niby mam się zatrzymywać przed każdymi pasami kiedy ktoś chce przejść lub jest w pobliżu przejścia ? Ustąpisz – źle, bo utrudniasz ruch, nie ustąpisz – jeszcze gorzej, bo łamiesz przepisy i w zasadzie to możesz się już z tym egzaminem pożegnać. Najgorsi jednak są przechodnie, którzy widząc L-kę  egzaminacyjną już automatycznie się zatrzymują, żeby ją przepuścić . W takiej chwili powinieneś z tego auta wyjść, powiedzieć DZIĘKUJĘ ! A potem poprosić grzecznie o pieniądze na kolejny egzamin. No ,ale skoro zaraz za pasami pojawił się parking to teraz proszę zaparkować . I albo usłyszysz, że masz zaparkować w wyznaczonym przez niego miejscu, albo że po prostu masz zaparkować. W sumie ot nie wiadomo co gorsze, bo jak w wyznaczonym przez niego miejscu zaparkujesz źle, to da Ci prawdopodobnie jeszcze szansę do poprawy za drugim razem. Jeżeli w wyznaczonym przez siebie miejscu coś spieprzysz to już jest kaplica . Najgłupsze pytanie jakie można odstać po zaparkowaniu samochodu prostopadle brzmi: Czy jest możliwość wyjścia z obu stron. Wiecie dlaczego najgłupsze ? Bo przecież zawsze jeszcze zostaje bagażnik!


Dlaczego ludzie oblewają prawo jazdy ?
Bo nie potrafią jeździć? Bo akurat pies wyjdzie na drogę i gwałtownie zahamują, żeby go nie zabić ? Bo na jezdni była dziura w którą wjechali? NIE! Ludzie oblewają egzaminy dlatego, że egzaminator miał zły humor i dowalał się do wszystkiego co zrobiłeś: bo zgasł Ci silnik 2 razy przy wyjeżdżaniu pod górkę, a koleżance zgasł 5 frazy na parkingu i zdała, bo jej egzaminator kazał jej wyjść z samochodu, żeby ochłonęła. Aaa i jeszcze jedno, żeby zdać musisz trafić po prostu na odpowiednią porę, żeby twój WORD miał już wyrobioną normę oblanych ludzi, wtedy możesz popełnić nawet 10 błędów a i tak zdasz.

 Jest jeszcze możliwość, że po prostu trafisz na człowieka zamiast na egzaminatora, który od wejścia do samochodu, nie chcąc Cię oblać, będzie Ci dawał kolejne szanse poprawy twoich błędów żebyś tylko zdał. Bo i tak już oblał tylu kursantów, że wystarczy na dziś!

Posted on 20:04 by Unknown

11 comments

sobota, 8 sierpnia 2015


Dziś 5 sierpnia 2015 roku. Dzień jak każdy inny: wstałem zrobiłem sobie śniadanie, po czym po raz kolejny spróbowałem ogarnąć swoje nędzne życie. Otworzyłem przeglądarkę i zacząłem się zastanawiać, który z tych beznadziejnych filmów mógłby mi poprawić humor: Szybcy i wściekli, Władca Pierścieni ,Zmierzch, Kevin sam w domu ,akademia policyjna ,Titanic .Nie wspomnę już o tym, że każdy z nich widziałem co najmniej 5 razy.
No to teraz pytanie do publiczności :

Jaki jest sens oglądania i tak już beznadziejnego filmu po raz enty?

Odpowiedź brzmi: ŻADEN. Nie mam zamiaru udowadniać wam , że te filmy ogłupiają was do reszty, ani ,że wasz gust filmowy stracił na wartości w chwili kiedy tylko pomyśleliście o obejrzeniu jednego z nich. To w końcu wasze życie i wasz wybór. Ja mogę tylko spróbować was przekonać, że są jeszcze filmy warte obejrzenia przy których można się pośmiać, czasem popłakać lub ( co raczej jest rzadko spotykane) pomyśleć chwilę nad swoim życiem i docenić to co się ma (np. Możliwość siedzenia przed tv z nogami wyłożonymi na stolik).
To jak ? Gotowi na wartościowy przegląd filmowy ? No to zaczynamy :D

“Teoria wszystkiego”
Idealny film dla wszystkich, którzy są szczęśliwie zakochani, ale też dla tych którzy jeszcze nie naleźli swojej drugiej połówki. Historia młodego, niezwykle uzdolnionego studenta dla którego prawa fizyki były zbyt oczywiste, żeby się nad nimi zastanawiać. Właśnie dlatego swój czas poświęcił na badanie czarnych dziur. I tak ja my nie spodziewał się, że pewnego pięknego dnia, to właśnie ona przyjdzie po niego na akademickie schody. Czarną dziurą Hawkinga było Stwardnienie zanikowe boczne . Choroba na którą od początku XIX wieku nie wynaleziono skutecznego lekarstwa. Od 52 lat Stephen Howking marnotrawi tak cenny dla nas Tlen. No, bo co on tak naprawdę osiągnął skoro nawet miłość jego życia go zostawiła ?!

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy są fanami love story, ale dam sobie głowę uciąć, że na samą wzmiankę o szkole usłyszę : “Ale dowalił w środku wakacji...”. Nawet jeżeli tak będzie to trudno, bo kolejny film, który wam zaproponuję opowiada właśnie o szkole a właściwie to  o klasie :

“Klasie Pana Tourette'a”


N
ie wiem jak wy, ale ja chodziłem do szkoły po to, żeby się czegoś nauczyć, żeby wynieść z niej coś wartościowego. Głównie dlatego przy rozwiązywaniu zadań potrzebowałem ciszy. Koledzy Brada Cohena tej ciszy nie mieli. W sumie to trudno im się dziwić skoro ich kolega zawsze w najgorszym momencie lekcji zaczynał szczekać, podskakiwać i rozwalać tym samym każde zajęcia na które przychodził. Oczywiście jak to w szkole bywa, stał się pośmiewiskiem klasy i szkoły. No, bo przecież żaden normalny człowiek nie wydaje dzikich krzyków i innych niekontrolowanych odgłosów, kiedy tylko ma na to ochotę.

Generalnie każdą przeszkodę można pokonać, jeśli ma się wsparcie bliskich osób. A co jeśli najbliższa rodzina nie chce Cię zaakceptować takiego jakim jesteś ? Możesz:
a) Jak większość samobójców: powiesić się, skoczyć z mostu, albo zaćpać na śmierć i uważać ,że zrobiłeś już wszystko co było można, żeby być szczęśliwym.
b) Pójść śladami Brada Cohena i z Zespołem Tourett'a zostać wspaniałym nauczycielem spełniając swoje największe marzenie.

“Ze wszystkich sił”


Z bardziej motywacyjnych filmów przychodzi mi do głowy jeszcze jeden, ale pewnie wam się nie spodoba, bo po pierwsze: jest o relacjach rodzinnych a po drugie: zakładam ,że nikt z was nie jest takim wariatem, że wziąć udział w triatlonie. Jeśli się pomyliłem to mnie poprawcie, ale mojego szacunku i tak nie zdobędziecie, bo Julien was wyprzedził. Dlaczego akurat on ?
Bo pragnął wystartować ze swoim ojcem w tych zawodach. Jak się pewnie domyślacie jego troskliwi rodzice za wszelką cenę usiłowali mu to wybić z głowy. Moim skromny zdaniem, to naprawdę są bardzo odważni, skoro mają siłę dyskutować z zawziętym nastolatkiem z MPD, który i tak nie ma nic do stracenia. Po wielu bezskutecznych prośbach i zakazach obydwaj mężczyźni wyruszają na ich pierwszy wspólny trening a jego metą okazuje się szpital. Przecież od samego początku było wiadomo, że Julien i triatlon się nie polubią.


“Piękny umysł “




Jak dotąd główni bohaterowie są nudni. Każdego z nich dotyka co prawda choroba, ale nie poddają się i walczą do końca, bo wiedzą ,że mają tylko jedno życie. Dlatego teraz chcę trochę podkręcić atmosferę i opowiedzieć wam o najbardziej intrygującej postaci w świecie nauki. Tą osoba jest John Nash. Dopóki jest nudnym wykładowcą matematyki jest wszystko okej. No wiecie; normalne przeciętne życie szarego człowieka. Akcja zaczyna się rozkręcać kiedy John dostaje tajemnicza propozycję od Williama Parchera. Tylko dlaczego William kazał mu o niczym nie mówić żonie ? Czy grozi im niebezpieczeństwo ? A może to doktor Rosen ma Rację i genialny John Nash rzeczywiście choruje na schizofrenie paranoidalną ? Czy Alice wytrzyma z człowiekiem walkę z choroba męża ? A co się stanie z dwójką ich dzieci, czy one też są w niebezpieczeństwie ?

No to teraz czekam na wasze opinie po obejrzeniu filmów :D.

Posted on 20:33 by Unknown

18 comments

sobota, 11 lipca 2015


Jako, że jestem człowiekiem raczej niepokornym i dociekliwym, to dzisiaj kieruję do Was pytanie : na co komu te wszystkie zasrane konwenanse ? Czy one dzisiaj naprawdę coś znaczą ? A może po prostu zachowujemy je, bo dziadek mówił, że tak trzeba, bo tradycja to rzecz święta itd. No dobra, zgadzam się z tym, że tradycje są ważną częścią naszego życia, tylko, że zapomnieliście o jednej bardzo ważnej rzeczy: Mamy 2015 rok, ogromne postępy w dziedzinie nauki i techniki ( np. Telefon komórkowy), dzięki któremu możesz dziewczynie napisać sms'a ,że niestety, ale spóźnisz się na waszą romantyczną kolację we dwoje, bo jakiś palant podpalił most Łazienkowski. Sami z resztą przyznacie, że w takiej sytuacji wysłanie listu było by raczej niemożliwe ( no chyba, że wozicie ze sobą w aucie gołębia pocztowego).


Tak, tak pamiętam o tym, że miałem pisać o konwenansach, tylko ,ze praktycznie wszystkie one wzięły się z tradycji a te tradycje wbrew pozorom trochę się pozmieniały od czasów, kiedy nasi dziadkowie byli jeszcze dziećmi. Dlatego moim skromnym zdaniem...

Nie zawsze...

Trzeba płacić za dziewczynę w kinie!



Nie wiem dlaczego, ale utarła się jakaś taka chora tradycja, że jeżeli idziecie razem do kina, to twoim obowiązkiem jako faceta jest zapłacić za 2 bilety, popcorn i Colę no końcu wysłuchiwać, że w popcornie było za dużo soli, cola była za mało schłodzona, ale dobre chociaż to bo film był totalnie do kitu.
Wiecie, naprawdę doceniam ludzi, którzy są ostoją spokoju ( zwłaszcza mężczyzn ), ale w takiej sytuacji nawet Święty by się wkurzył. No bo nie dość, że chcesz sprawić dziewczynie przyjemność zabierając ją do kina, płacisz za żarcie, picie i fotel, to jeszcze musisz wysłuchiwać zrzędzenia o coś na co kompletnie nie masz wpływu. Drogie Panie, jeśli naprawdę nie pasuje wam to, że się dla was staramy to może same zapłacicie sobie za bilet do kina ? Prawdę mówiąc nie widziałbym w tym nic złego. Jako, że Wy kobiety wywalczyłyście sobie równouprawnienie, to macie dziś takie same a czasem nawet wyższe zarobki od mężczyzn. A skoro tak, to dlaczego nie zaproponujecie, że skoro w tamtym miesiącu Ty zaprosiłeś mnie do kina to teraz ja zapraszam Cię na kolację. Albo odwrotnie, wszystko jedno, chodzi tylko o sam fakt.

Prezent musi być drogi!


Urodziny, kolejna rocznica waszego związku, po drodze Walentynki ( dla singli: wale w tynki), dzień kobiet, Wielkanoc itd. Okazji do dawania sobie prezentów w całym roku jest mnóstwo. I dobrze, bo czasami w tej całej gonitwie udawania życia często zapominamy o drugiej osobie. Wtedy właśnie takie niby specjalne dni, przypominają nam , że dawno nie daliśmy naszej drugiej połówce jakiegoś drobiazgu . Starasz się przypomnieć sobie o czy to Ona ostatnio mówiła, że chciałaby dostać ? Aaa tak już pamiętam! Kolczyki! Idziesz więc do jubilera i widzisz te zawrotne ceny ( prawie jak dla studenta ). Co zrobić, lepszego pomysłu i tak nie mam... Moim zdaniem to jest jakaś jedna wielka pomyłka ! Skoro za miesiąc jest wasza rocznica, to na dzień kobiet nie musisz kupować nie wiadomo czego . Przecież to może być jakiś drobiazg, zwykły materialny symbol z którego Ona i tak się ucieszy, bo pamiętałeś . A skoro już o tym mowa to :
Czy można nie przyjąć prezentu ?
Nieee! Przecież to nie wypada! Nawet kiedy wiesz o tym, że wydał na niego ostatnie zaskórniaki. No, ale przecież to prezent ja każdy inny. No nie do końca, bo każdy taki drobiazg kupowany jest z innej okazji, w innych okolicznościach i za inną kwotę, dlatego czasami lepiej jest sobie odpuścić kolejny gadżet do odkurzania na półce a zamiast tego przygotować wspólną kolację.

Trzeba zawsze przepuszczać kobiety pierwsze.

A niby dlaczego ? Rozumiem szczególne okoliczności typu: mama z wózkiem, kobieta w ciąży, czy też starsza pani, która za chwilę i tak zostanie staranowana przez stado bawołów. I to by moim zdaniem było na tyle. Naprawdę nie widzę większego sensu w przepuszczaniu kobiet np. W kolejce do kasy, kiedy ty może i masz czas, ale masz też 5 razy mniej zakupów a ona i tak za chwilę zacznie biegać po sklepie, bo zapomniała jeszcze proszku do pieczenia, w sumie to płyn do płukania tkanin był w promocji i jeszcze kupię sobie jakieś ciastka, bo mam taką ochotę a on przecież mnie przepuścił.Tak samo może być chociażby z wejście do zatłoczonego tramwaju kiedy wiesz, że Ona przecież jeszcze przed chwilą była za tobą a teraz próbuję się wcisnąć, żeby tylko znaleźć siedzące miejsce. A przecież już od wejścia wiadomo, że go tam nie ma ! 


Musisz wyglądać dobrze



Zawsze i w każdym momencie życia, bo przecież nie możesz wyjść na ulice w tej samej koszulce w której chodzisz po domu. Nawet jeśli nikt inny poza Tobą o tym nie wie. Przecież ona chodziłam w niej już wczoraj. No dobra, ale strzelam ,że skoro ją dziś założyłaś to nie śmierdziała jeszcze tak bardzo. Więc w czym problem ? W Tobie, bo masz już tak zeschizowany mózg tą całą modą, że nie zauważasz ile piękna jest w Tobie samej i ,że ta bluzka tylko to podkreśla.

No, ale wczoraj widzieli mnie w tym już Jacek i Agatka. A masz pewność, że dzisiaj ich spotkasz ? Nie ! No właśnie, to czemu martwisz się tym na zapas? Bo, boo..nie wiem chyba po prostu nie mam humoru. No to przecież możesz ubrać jakąś szarą bluzę, która będzie idealnie pasowała do Twojego obecnego nastroju. To wcale nie znaczy, że będziesz wyglądać jak młodsza siostra kopciuszka.

Musisz mieć dobry humor w towarzystwie


To chyba największa bzdura w historii świata jaką słyszałem, bo tak naprawdę nic nie musisz. Dlaczego masz udawać, że wszystko jest ładnie i pięknie skoro wcale tak nie jest ? Uwierz mi ukrywanie swoich emocji nie wyjdzie na dobre ani Tobie ani Twoim znajomym a już na pewno nie Twojemu chłopakowi, dziewczynie. Prędzej, czy później wielki wulkan wybuchnie a przed gorącą lawą nikt nie zdąży uciec. A tak na serio to lepiej, żeby ludzie wiedzieli, że masz zły humor, bo przynajmniej nie będą rozczarowani Twoim zachowaniem a na dogryźliwe półsłówka po prostu nie będą reagowali. A może właśnie za kilka minut Twoja najlepsze przyjaciółka zrezygnuje z obgadywania jej eks, żeby pomóc Ci wyjść z kanionu rozpaczy.

To chłopak powinien przychodzić do dziewczyny

Zawsze I w każdej chwili ! Wiecie co ? Sory, ale dla mnie to jakiś żart. Jak kobieta ma zły dzień, pokłóciła się z najlepszą przyjaciółką, przypaliła obiad to wtedy jest totalna katastrofa i jedynym wyjściem jest napisanie do chłopaka: Przyjdź do mnie teraz ;( .



I co dobry chłopak, rzuca grabie, telefon, w pośpiechu zapomina kluczy do domu a na sam koniec przewraca się o ten durny kabel od kosiarki, żeby tylko zobaczyć swoją ukochaną i poprawić jej nastrój.
Jak to wygląda z drugiej strony ?
Masz najgorszy dzień ever. W drodze powrotnej do domu odstałeś mandat za przejście w niedozwolonym miejscu. Ze złości aż musiałeś w coś kopnąć, więc trafiło na jakąś wystającą w chodniku kostkę. Skutek tego był taki ,że teraz masz opuchnięte dwa palce a buty nadają się już tylko na śmietnik. Piszesz do dziewczyny, że chyba ze spotkania dziś nici, bo ten dzień jest totalną katastrofą ( teraz opisujesz całe long story ) a w odpowiedzi czytasz : No dobrze, w takim razie zobaczymy się jutro...
Takie sytuację mają miejsce kiedy dwoje ludzi nie potrafi dojść do kompromisu. Czasami wynika to z jakiegoś dziwnego widzimisię a czasami z historycznego faktu, że przecież od zawsze to chłopak przychodził do dziewczyny a nie dziewczyna do chłopaka. A niby dlaczego ? Skoro oboje są ludźmi, mają takie same prawa I takie same problemy ? Bo tego wymaga kultura!
Takie argumenty to miały sens jakieś 20/30 lat temu kiedy z miasta do miast jechało się godzinę i więcej a kobiety w samochodzie tzn. Za kółkiem były zjawiskiem nadzwyczajnym. Poza tym facet też ma prawo być czasem zmęczony, czy rozdrażniony do tego stopnia, że bez kija lepiej nie podchodź. A skoro dwoje ludzi się kocha i obiecuje sobie, że będą się wspierać, to szczerze mówiąc ja nie widzę problemu w tym ,żeby dziewczyna też odwiedzała chłopaka.

Tym wpisem opuszczam was na dłuższą chwilę. Wyjeżdżam na kolonię z dziećmi. Czuję jakąś lekką niepewność ,ale gdzieś dużo głębiej ( sam nie wiem w głowie, czy w sercu ) czuję, że muszę tam pojechać, że to wszystko ma swój cel. No to do kolejnego wpisu już w sierpniu. Czytajcie, dzielcie się swoimi opiniami, piszcie ciekawe posty, żebym miał co czytać jak wrócę. I pamiętajcie, że wszystko co robicie z pasją MA SENS !

Posted on 16:16 by Unknown

8 comments

poniedziałek, 6 lipca 2015

Każdy z nas chciałby być kochanym. No, to przecież jesteśmy kochani przez rodziców, przyjaciół, kuzynów, czy kuzynki ( jakbym wam tego mało to z kuzynką też możecie się chajtnąć ), więc czego nam tak naprawdę brakuje ? Poczucia bliskości drugiej osoby, złapania się za ręce, spojrzenia sobie w oczy, wspólnego milczenia. Taaa jasne... Marzenia ! Takie kity to mogę wciskać frajerom, takim niedorajdom co to nie potrafią wyjść z domu i zagadać do dziewczyny. Wy Tacy nie jesteście i wiecie o co chodzi w te klocki. Dziewczynę trzeba zerżnąć, żeby była Twoja, ale wcześniej musisz sobie wszczepić taki specjalny nadajnik, który będzie Ci mówił, że z Tą to na pewno nie pójdziesz w krzaki, bo jest dziewicą, ale już tamtą pójdzie Ci łatwo, bo ma doświadczenie w tych sprawach i bez problemu da Ci się zaciągnąć do łózka na pierwszej randce.


Oczywiście dla większości z was to jasne, ale jakby przez przypadek trafił tu jakiś laik z ciemnogrodu, to przynajmniej w pewnym stopniu może się dowiedzieć jaki los go czeka.
Bardzo łatwo się o tym wszystkim pisze, a to dlatego ,ze teoria zawsze brzmi pięknie. W praktyce niestety wygląda to dużo gorzej:
Masz 17 lat, ale do tej pory nie spotykałeś dziewczyny, która byłaby warta grzechu. Mówisz sobie, że skoro ma być to ktoś wyjątkowy to warto jeszcze poczekać. No i generalnie wszystko jest w porządku, do czasu kiedy przypadkiem spotykasz kumpla ze szkolnej ławki a on zaczyna Ci opowiadać, że ostatnio był na świetnej imprezie (nieważne, że jeszcze przed startem wypili z kumplem 0,7 na dwóch ), genialni ludzie, świetna muzyka i  oczywiście piękne dziewczyny: Podchodzę do jednej i pytam się czy ze mną zatańczy. Ona z wielką chęcią porwała mnie na parkiet, ale przy pierwszej wolnej zorientowałem się, że nie o taniec jej chodziło....
I w tym momencie trafia Cię szlag, bo niby jak to możliwe, że Twój kumpel, totalny nieogar, niedorajda życiowa i do tego spłukany do reszty zaliczył laskę na pierwszej imprezie w tym roku a Ty kończysz na zwykłych randkach, po których nie dość, że jesteś znowu sam , to jeszcze z pustym portfelem.


Ale że cierpliwość popłaca, to w końcu za chyba 100 razem (sam nie wiesz, bo przestałeś już liczyć) Ci się udaje. Poznajesz super laskę, dokładnie taką o jaką Ci chodziło: wysoka, szczupła blondynka, szyny jak stąd do nieba a cycki idealnie na poziomie Twoich oczu. Na razie sam nie możesz w to uwierzyć, że Ona w ogóle się z Tobą umówiła, do chwili w której znajdujesz się w jej domu. Trochę skrępowany całą ta sytuacją pytasz gdzie możesz powiesić koszulę, ale nie dostajesz odpowiedzi, bo właśnie w tej chwili czujesz jak jej dłonie dobierają się do Twoich bokserek. Przecież to oczywiste, że wylądujecie w łóżku a wasz seks będzie cudowny ! Ale jeśli myślisz, że usłysz ode mnie: No brachu, jestem z Ciebie dumny, to niestety muszę Cie rozczarować. I lepiej, żebym zrobił to ja teraz, niż ty sam za miesiąc, kiedy dowiesz się, że to akurat były dni płodne, a Ty w swoim zauroczeniu i spontaniczności zapomniałeś założyć gumkę. Wiem, że w szkole tego nie uczą, ale prawda jest taka, że:

Seks nie jest dla dzieci


Żeby było jasne, nie mówię tutaj o 7 letnich przedszkolakach, ale o ludziach podobno dojrzałych I rozumnych ( jak twierdzą ich rodzice ). Tylko, że do dziś nie wymyślono idealnego, niezawodnego sposobu na zmierzenie naszej dojrzałości, no a zwłaszcza tej seksualnej. To, ze masz już 16 lat a Twoi rodzice już od dawna o tym z Tobą rozmawiają nie jest żadnym dowodem Twojej dojrzałości. Dlaczego ? Bo możesz sobie wmawiać, że tak wiesz co to jest miłość, tak jesteś romantyczny, bo pracujesz nad tym od dobrych kilku lat a w dodatku wyznaczyłeś sobie bardzo rozsądną granicę, że przed 20 nie pójdziesz z nikim do łóżka. I wiesz co ? Ja Ci wierzę; teraz kiedy siedzisz z tabletem, telefonem, przed komputerem I czytasz ten post, ale ciekaw jestem, czy będziesz taki twardy jak zostaniecie sam na sam a Ona np. Zacznie się przy tobie przebierać.
Oczywiście większość z was będzie w tym momencie zachwycona, ale są też i tacy, którzy w takich chwilach odczuwają głębokie rozczarowanie bo : Ona tak przecież nie wygląda !

Bez wzoru


Naukowcy twierdzą, że cały świat zbudowany jest na wzorach. To znajdźcie mi proszę wzór na udany seks. Uwaga : 3, 2, 1...Nie ma ! Nawet Hawking go nie znalazł. To, ze Twój kumpel z ławki miał udane bzykanko w wieku 17 lat wcale nie oznacza, że na Ciebie też już pora. To, że nie bzykałeś się jeszcze do tej pory nie jest ujmą na honorze, tylko raczej głosem rozsądku. Poza tym człowiek to nie instrument, że jak masz ochotę to sobie na nim pograsz, a jak nie masz to nie, bo do tanga trzeba dwojga. Człowiek to nie instrument, a seks, to nie narzędzie, które musisz się nauczyć jak najszybciej obsługiwać. Pewnie dlatego nie na to ,żadnej instrukcji obsługi. Ale, żebyście się nią załamali z powodu jej braku, to przypomnę wam, że kreatywny ludzki mózg przerobił dla nas zasady dynamiki. Z fizyki w liceum zapamiętałem tylko to :D





II zasada seksu 
Ciało puszczone raz puszcza się cały czas.
III zasada seksu 



Ciało rzucone na łoże traci na oporze, a rzucone na dywanik traci bieliznę i stanik.

Posted on 16:18 by Unknown

8 comments

środa, 1 lipca 2015

Mam własne zdanie !...?
Dziś wracając z zakupów spotkałem koleżankę, która zaprosiła mnie na swojego urodzinowego grilla. Cudownie czyż nie ? Teoretycznie, bo praktycznie akurat w tym terminie nie ma mnie w domu, więc musiałem jej to jakoś powiedzieć. Pierwsza reakcja była prawie automatyczne i jak się pewnie domyślacie brzmiało to mnie więcej tak : Jak to Cię kurwa nie ma ? No normalnie nie ma mnie, bo się nie rozdwoje. Akurat w tym terminie wyjeżdżam na obóz jako wychowawca a takich rzeczy nie ustala się jednak za pięć dwunasta. Wytłumaczyłem koleżance, że jak tylko będę wiedział kiedy wracam dokładnie, to dam jej znać kilka dni wcześniej i wtedy na pewno się spotkamy.
Gdybym jej tego wszystkiego nie powiedział wkopałbym się trzy razy bardziej, dlatego zadziwiają mnie ludzie, którzy mając coś ważnego do powiedzenia milczą jakby zapomnieli języka w gębie.


Tylko dlaczego właściwie tak się dzieje ? Ano dlatego, że bardzo często wina leży po tej drugiej stronie, po stronie osób, które powinny chcieć wysłuchać drugiej opinii, może innego zdania na dany temat ? Zamiast egoistycznie twierdzić, że : Ja i tak wiem lepiej!
Po pierwsze: nie jesteś alfą i omegą ,żeby wiedzieć wszystko najlepiej.

Po drugie: wysłuchując co inni mają do powiedzenia, możesz czerpiąc z ich doświadczenia nauczyć się o wiele więcej niż tylko bezsensownego paplania : Lustereczko powiedz przecie, kto jest najmądrzejszy na świecie ?

Ahh.. ta demotywacja...

Kolejnym powodem dla którego ludzie zapominają co mieli ważnego do powiedzenia jest demotywacja . Jak dla mnie to jest po prostu chore... Postawcie się na miejscu osoby nieśmiałej, wręcz aspołecznej, która próbuje z całych swoich sił się przemódz i powiedzieć co myśli. Wykorzystuje niezręczną chwilę ciszy;
- Czy mogę coś powiedzieć ?
- Nie ! - odpowiada ktoś z tyłu, typowo chamskim zagraniem. No i dobrze, bo mamy spokój; nikt nie będzie chciał już nic dodać, czy znowu okazuje się ,że miałem rację.
A co z tamtą nieśmiałą osobą ? Nic ! Dalej będzie taką cichą myszką i popychadłem wszystkich w szkole, pracy, czy w domu. A wszystko przez to, że ktoś zadufany w sobie stwierdził, że jest panem wszechświata.


Niestety dzisiaj bardzo dużo osób ma problem ze słuchaniem innych i z wyrażaniem swoich opinii o czy pisałem już wcześniej:

Bolesna prawda jest taka, że te opinie nie są nawet ich własnymi, tylko gdzieś zasłyszanymi, bezmyślnie powtórzonymi, albo najczęściej zmienionymi w taki sposób, że zupełnie maja się to z prawdą. Więc jeśli uważacie, że w tym co mówcie jesteście jedyni wyjątkowi i niepowtarzalni to puknijcie się w czoło. Pomogło ? Jeśli tak, to bardzo się cieszę, a jeżeli nie to zastanówcie się przez chwilę i odpowiedzcie sobie na pytanie : Czy znasz chociaż jedną osobą, która myśli tak samo jak ty ? Tadam ! Właśnie sam w tym momencie przyznałeś się do swojego braku oryginalności. Ale spokojnie, nie denerwuj się, bo i tak nie masz na to wpływu. No chyba ,że nie pójdziesz na zakupy do Croppa, nie zjesz w Burger Kingu, kiedy będą zniżkowe kupony i nie odpowiesz na komentarz kolegi na fejsie:
- Nic mi się nie chce
- Mnie też nie...

Teraz już wiesz, że jesteś nudny jak falki z olejem i tak naprawdę nie masz własnego zdania. Ba ! Od najmłodszych lat go nie miałeś, no chyba, że nie chodziłeś do szkoły w co nie uwierzę; głównie dlatego ,że istnieje taka rzecz jak obowiązek szkolny. A skoro chodziłeś do szkoły to pewnie wiesz, że tam nie wolno mieć własnego zdania !




Szkoła uczy nas, że nie można mieć własnego zdania, booo..., bo pewnie będzie błędne. Szczerze ? Lepiej, żeby było błędne niż żeby nie było go wcale, ale żeby bardziej uświadomić wam jakie macie szczęście, że możecie mówić o tym co myślicie podam wam jako dowód przykład zaburzenia o którym prawdopodobnie większość z was nie ma pojęcia. A jest nim;

Mutyzm

Jest to takie zaburzenie, dzięki któremu dziecko nie mówi, nie to ,że nie potrafi, bo potrafi, a najlepsze jest to, że rozumie każde wypowiedziane przez ciebie słowo. Przyczyną są wady w budowie aparatu mowy, ale te najistotniejsze mają podłoże psychiczne. No dobra wymienię wam kilka przykładów :
- błędy wychowawcze
- patologie rodzinne
- nowe sytuacje, które wywołują stres
Praca nad tym, żeby dziecko w ogóle zaczęło cokolwiek mówić wymaga bardzo dużo czasu i nie mówię tutaj o trzech godzinach, czy tygodniu, ale nawet o kilku latach. 
Większość z nas otrzymała ten wspaniały dar mowy, więc zróbmy z tego pożytek.

Posted on 16:34 by Unknown

25 comments