piątek, 26 czerwca 2015

Praktyki - zło konieczne...

Jako, że to chyba dziś wypada koniec roku szkolnego ( na 100% nie jestem pewien, bo ogólniak skończyłem 2 lata temu), to chciałbym dziś podyskutować na temat zmory wakacji letnich. Dla jednych jest to upał i 30+ stopni w cieniu, bo mają jasną karnację I nie mogą się opalać, dla innych będzie to wakacyjna praca, którą tak ciężko znaleźć I zazwyczaj nie ma z tego wielkich pieniędzy. Ba ! Najczęściej wysiłek w to włożony kosztuje nas więcej niż to tego warte, bo trzeba poświęcić swój czas, kupić bilet autobusowy I szczerzyć się, kiedy kompletnie nie masz na to ochoty.
Ilu ludzi, tyle różnych opinii o idealnym sposobie na zepsucie sobie wakacji a jako, że jestem studentem to dla mnie powinny być to praktyki – powinny, ale nie są :D

Dlaczego praktyki są takie nudne ?

Ludzie wybierają taki a nie inny kierunek studiów z różnych powodów: bo to tradycja rodzinna, bo będzie z tego kasa, bo nie mam co wybrać to idę na cokolwiek. Najgorsze jednak jest to, że w październiku nikt nie zastanawia się nad tym, że w czerwcu trzeba będzie załatwić gdzieś praktyki. I wtedy najczęściej budzą się z ręką w nocniku. Przez Internet, na szybko, nieraz po znajomości załatwiają sobie wejście do danej instytucji, chociaż tak naprawdę to wcale tam nie chcą iść. Dlaczego ? Odpowiedź macie kilka linijek wyżej, ale pewnie nie chce się wam przewijać do góry, więc szybko przypomnę;
Idąc do pracy: nawet tej wakacyjnej na 2 tygodnie masz świadomość , a jeśli podpiszesz umowę, to nawet pewność, że Ci za to zapłacą. Za spędzenie trzech tygodni na praktykach, nie dostaniesz złamanego grosza a urobisz się gorzej niż drogowcy przy budowie autostrady ( oni najczęściej się obijają :P ). Dlatego zdaniem wielu młodych ludzi: Lepiej iść na staż, albo znaleźć ( jakimś cudem) płatne praktyki. A ja jestem tego zdania, że..




Dobrze, że praktyki są za darmo!

I nikt nie powinien tego zmieniać. Dlaczego ? Bo gdyby za praktyki nam płacili, to pewnie chodzilibyśmy na nie dużooo chętniej, ale tylko dla kasy.
Szczerze mówiąc nie widzę tego! Bo np. w przedszkolu przychodzisz na 8 godzin, siedzisz wypełniając jakieś papierki, nalewając kawę, albo podcierając tyłki a pod nosem tylko burczysz, że ten idiota nic nie potrafi sam zrobić, że przecież wypełniałeś to już dzisiaj 200 razy, że ten dzieciak mógłby już pójść spać, a nie wrzeszczeć wniebogłosy, bo chcesz mieć 5 minut świętego spokoju. Poza marudzeniem, byłoby pewnie 1500 rzeczy do poprawki a 2000 jeszcze do zrobienia, bo  cholernie nie chce mi się tu siedzieć, ale trzeba stwarzać jakieś pozory. W końcu mi za to płacą !
Ciekaw jestem co z takiej praktyki wyniósłbyś oprócz 700zł ?  Bo dewiza typowego Polaka brzmi : Jak zrobić, żeby się nie narobić ?!

Od dwóch tygodni ja również chodzę na darmowe praktyki do...


Przedszkola integracyjnego

Ja już wiem co zaraz powiecie! Hahaha jaki frajer, dał się wkręcić w zabawianie dzieciaków, Mężczyzna w przedszkolu ? Ale jaja! , Co za głupek, przecież w przedszkolu pracują tylko kobiety !

Coś jeszcze ? Walcie śmiało, bo to i tak wszystko jedna wielka Głupota Ludzka.
To, że w przedszkolach pracują głównie kobiety jest faktem, ale już to, że nie ma w nich mężczyzn jest niedorzecznością.

Przedstawię wam teraz kilka argumentów, żeby udowodnić wszystkim jakim absurdem jest brak mężczyzn w przedszkolu.

  1. Nie ma żadnego prawnego zapisu, który mówiłby o tym, że przedszkole nie może zatrudniać mężczyzn. 
  2. Mężczyzna pracujący z dziećmi, to nie pedofil, tylko człowiek z wielkim sercem.
  3. Do placówek integracyjnych( i wszystkich innych) uczęszczają zarówno dziewczynki jak i chłopcy. Tym drugim ewidentnie brakuje męskiego wzorca.
  4. Wielu kobietom, czy młodym dziewczynom ciężko jest podnieść prawie bezwładne dziecko i przenieść na wózek.
  5. Skoro dziewczynki chodzą to łazienki z panią, to dlaczego chłopcy nie idą tam z panem? A potem sie dziwicie, że wasz 6- letni synek siada na ubikację, żeby się wysikać, kiedy inni chłopcy w jego wieku robią to już na stojąco.
  6. Skoro same panie nauczycielki  zintegrowanej edukacji wczesnoszkolnej i wychowania przedszkolnego mówią o tym, że czasem mają się ochotę nawzajem pozabijać, to znak, że ewidentnie brakuje tam facetów.


Rudolf Steiner był wielkim pedagogiem, tak samo jak Janusz Korczak. I takich jak oni było znacznie więcej.
To o co do cholery chodzi z tymi kobietami ?

Chciałbym, żebyście spojrzeli na praktyki z trochę innej strony niż tylko odbębnienie nudnego obowiązku. Oprócz zdobytego doświadczenia , które jest bezcenne (serio!) możecie praktycznie bez niczego wejść do miejsca, gdzie tak normalnie człowiek z ulicy nie ma prawa wstępu i zobaczyć tą rzeczywistość od środka.
Taaak, najczęściej  ludziom dopiero wtedy otwierają się oczy. Zdobytego doświadczenia nikt wam nie odbierze, a jeśli okaże się, że czujesz się tam jak w domu, to niewykluczone, że to właśnie tu (jako ten beznadziejny praktykant, czy wolontariusz) znajdziesz swoją pierwszą w życiu, wymarzoną pracę.

PS. Możliwe, że jestem trochę szalony, ale powiem Wam, że chyba jeszcze nigdzie nie bawiłem się tak dobrze, jak na zakończeniu roku w przedszkolu integracyjnym. A dowodem na to niech będzie piosenka, która chodzi mi po głowie już od tygodnia. Dobrze, że nie widzieliście jak do tego tańczyłem :D



Posted on 22:00 by Unknown

8 comments

niedziela, 21 czerwca 2015

Dzisiejszy dzień nie jest tym najlepszym; za oknem zimno, wieje tak, że zastanawiam się czy szalika z szafy nie wyciągnąć i znając życie za chwilę pewnie zacznie padać... Wprost wymarzona pogoda jak na pierwszy dzień lata; co nie ?

Zdaje sobie sprawę, że nie poprawiłem wam teraz  humoru, ale sobie też nie. I nie chodzi o to, że nie chcę, czy nie potrafię.  Mam czasami tak, że mimo ośmiu godzin snu i dwóch stów w portfelu jestem zmierzły jak nie wiem co. Każda rzecz, której dotknę się wali. W takich chwilach nastrój potrafi mi poprawić tylko dziewczyna. Nie mam pojęcia jakiej magicznej mikstury używa, ale to zawsze działa - wystarczy jeden uśmiech. Nie da się logicznie wytłumaczyć tego fenomenu, kiedy w jednej chwili, dosłownie w ułamku sekundy zaczynasz się śmiać od ucha do ucha. Co tam zła pogoda, przypalony obiad, czy zepsuty automobil! W końcu zawsze jest ta "druga połówka", dzięki której stajesz się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi  Jedyne słuszne zdanie jakie przychodzi mi teraz na myśl brzmi : Są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły.



Oficjalnie to uczucie podobno zwie się miłością, ale tak do końca to nie wiadomo, co to właściwie jest. Jedni nazywają to stanem duszy, inni stanem umysłu a ci najbardziej wyedukowani procesem chemicznym. No to czym w końcu jest ta miłość ? Na to pytanie odpowiedź znają tylko dzieci :D  


I tak jak nie ma uniwersalnej definicji miłości, tak też nie ma jednego skutecznego sposobu na jej znalezienie. Czasami spotykamy ją na ulicy przez przypadek, kiedy wszystko leci nam z rąk - wiecie; taki filmowy przykład. Częściej jednak zdarza się to podczas spaceru w parku, na rolkach, albo podczas joggingu. To dlatego, że ludzie przez całe życie szukają wspólnego języka; między innymi poprzez wspólne zainteresowania. Problem polega na tym, że takie szukanie drugiej połówki na spacerze, w markecie budowlanym, czy na facebooku nie jest takie proste jak się wydaje, dlatego tak wielu ludzi dzisiaj określa się mianem : 

Forever alone 



Żyją sobie we własnym, tylko im znanym świecie, często z pozamykanymi drzwiami i oknami, przed 40 calowym telewizorem, ekranem monitora, książką 50 twarzy greya, albo padem w ręku; przechodząc kolejną tajemniczą planszę w LittleBigPlanet . I wiecie co ? Ja ich całkowicie rozumiem, bo takie wyjście z domu ,żeby tylko wyjść, albo napisanie do kolejnej dziewczyny, która znowu nie będzie miała czasu, naprawdę nie ma sensu. To zawsze działa w ten sam schematyczny sposób: Zaczyna się od zwykłego hej, co tam u Ciebie, potem kilka zdań na temat pogody, wczorajszego świetnie spędzonego dnia, przeczytanej ostatnio książki i... na tym koniec. Temat się urywa a zaczynają się jakże cudowne odpowiedzi w stylu; aha, o fajnie, to ciekawe, rozumiem. Ani jedno, ani drugie nie próbuje jakoś zaciekawić swoją osobą. Dlaczego ? Bo: jedno z nich pisze tylko, żeby pisać; z grzeczności lub, żeby zająć sobie jakoś czas. Tak ! Najczęściej jest to kobieta, której akurat się nudzi, więc znajduje sobie jakiegoś frajera, a kiedy tylko spotyka swoich znajomych mówi, że było jej bardzo miło. Ale może być też tak, że to kobieta jest forever alone. Wiecie; taka zawsze grzeczna, kulturalna, sympatyczna, często bardzo ładna, tylko po prostu nieśmiała. A szkoda, bo pewnie gdyby zaczęła ze mną rozmawiać, to uznałbym ją za inteligentną i zabawną osobę, tylko, że to się nigdy nie stanie, bo bardzo ciężko jest poznać dobrze osobę, której największym przyjacielem jest książka, kartka papieru itp.  I nawet jeśli ten chłopak, czy dziewczyna się przełamie, zacznie z kimś pisać, albo rozmawiać to pewnie i tak skończy jako ;  

Forever Friendzone


Na świecie istnieją różne strefy: klimatyczne, strefa strefa Schengen, strefa dla niepalących, strefa euro. Jeden są lepsze, inne gorsze, to zależy z której strony na to popatrzeć, bo tka naprawdę to w każdej z nich można znaleźć plusy i minusy. We wszystkich oprócz tej jednej, oprócz friendzona...
Spotykasz dziewczynę, która z wyglądu wydaje się być idealnym odzwierciedleniem twoich marzeń ( każdy ma inne, więc przykładów nie będę opisywał ) . Zaczynasz z nią rozmawiać i o dziwo okazuje się, że ona też interesuje się historią sztuki a jej ulubionym zespołem jest U2. Jeździcie wspólnie na koncerty, zloty fanów i wernisaże najlepszych artystów z regionu. Rozmawiacie ze sobą o zepsutym rowerze, o denerwującym rodzeństwie, o piosenkach, które tylko wy znacie i które od razu wpadają w ucho, a nawet o ulubionych kwiatach. Mówisz sobie: To musi być miłość, przecież to, że się spotkaliśmy, że oboje lubimy U2, a jej ulubione kwiaty to goździki; To nie może być przypadek !

Zabierasz ją więc do kina na typową komedię romantyczną, przed wejściem do kina wręczasz jej ulubione goździki , Po seansie chcesz zabrać ją na spacer, żeby w końcu się o to zapytać, ale ona mówi, że musi być w domu za pół godziny. Rozczarowany wsiadasz do samochodu, już chcesz przekręcać kluczyki samochodu, kiedy nagle  słyszysz dzwonek sms'a . Bez najmniejszego zawahania otwierasz wiadomość i tu niespodzianka : Wiedziałam o co chcesz zapytać. Jesteś super facetem, ale wiem, że nic z tego nie będzie. Proszę nie kończmy naszej znajomości: zostańmy przyjaciółmi...




Bracie ! Dobrze Ci radzę: jeśli kiedykolwiek będziesz w takiej sytuacji, to zakończ tą znajomość jak najszybciej. Nie jest to warte ani Twojego czasu, ani nawet pieniędzy, choćbyś był multimilionerem. Nie chodzi mi o  w pełni odwzajemnione uczucie, bo ono szwankuje nawet w długoletnich związkach. Po prostu będąc we friendzonie nigdy nie zostaniesz w pełni doceniony. Ja napisałem to co myślę a decyzja należy do Ciebie.


Ta cała miłość jest tak pokopana, że nie sposób jej ogarnąć ludzkim rozumem. A już na pewno nie w momencie, kiedy widzisz na spacerze w parku parę tak zakochanych w sobie ludzi, że na sam ich widok masz ochotę wykrzyczeć ;

Rzygam tęczą  !


Tego określenia używa się najczęściej patrząc na mega zakochanych w sobie ludzi. Zakochanych do tego stopnia, że ich uśmiech promienieje na kilometr. Czy to coś złego ? Jak dla mnie nie, bo nie widzę kompletnie nic złego w tym, że ludzie są ze sobą szczęśliwi. Tym bardziej, że akurat w dzisiejszym świecie być szczęśliwym, to wyczyn na skalę rekordu guinessa. Niestety nie wszyscy podzielają moje zdanie, ale najczęściej są to osoby, które po prostu nie poznały jeszcze nikogo wyjątkowego, więc nie można mieć im tego za złe. 

W tej całej miłości najbardziej zaskakuje mnie jedna rzecz : kompletny brak parametrów, oczekiwań i granic. Wszystkim singlom się wydaje, że jeżeli chcesz znaleźć swoją miłość to musisz być odważny, musisz udawać, że Ci nie zależy. Przede wszystkim musisz być przystojny, bo inaczej żadna na Ciebie nie poleci. Gówno prawda ! 

Jeżeli kiedykolwiek usłyszysz od koleżanki : Rzygam tęczą, to doceń to, bo najprawdopodobniej właśnie mija jedna z najpiękniejszych chwil Twojego życia. Chwila w której nikt nie ocenia Cię za nowe adidasy i marynarkę, która sprawia, że wyglądasz jak Brad Pitt. Nawet nie za Twój uśmiech, czy spojrzenie w oczy, tylko po prostu za Twoją obecność. 


Posted on 16:56 by Unknown

10 comments

niedziela, 14 czerwca 2015

Ludzie boją się mówić


Gdybym poprosił was o udzieleni mi w ankiecie odpowiedzi na pytanie: Co jest najważniejsze w relacji z drugim człowieku to większość z was; myślę, że ok 70% odpowiedziałaby: szczerość, zaufanie, akceptacja, rozmowa. Jeśli się mylę to mnie poprawcie. Aaa wróć... rzeczywiście; pomyliłem się, bo większość z was nawet by tej ankiety nie wypełniła, albo walnęła by “x” byle gdzie, żeby tylko było ,że wypełnione i niech się wreszcie odczepi. A potem czytasz jakieś wyniki badań studentów I mówisz: Ale przecież to nie tak ! Naprawdę? To dlaczego miesiąc wcześniej postawiłeś “x” w złym miejscu ? Bo nie miałem czasu, bo mi się nie chciało, bo miałem zły dzień, a tak wgl to po co wypełniać jakieś bzdurne ankiety ? Może po to, żeby w końcu coś zmienić? Żeby zwrócić uwagę na jakiś problem ? Na prawdę nie wiem, czy ludzie nie chcą, czy nie potrafią być szczerzy, nawet sami ze sobą ?

Zazwyczaj osoby nieśmiałe, ale nie tylko twierdzą: ale ja nie chcę, ale przecież nie muszę, albo co najgorsze: nie wiem, nie mam zdania... Nie zrozumcie mnie źle, ja nie krytykuję ich stylu życia, bo jeśli im to odpowiada, to bardzo się z tego cieszę I jestem z nimi całym sercem. Gorzej, jeżeli tak naprawdę chciały coś powiedzieć, może coś ważnego ? Że nie wiem, ta pani co mijaliśmy ją za rogiem właśnie zasłabła I potrzebuje pomocy. To się nazywa tchórzostwo...

W sumie dobra, to jestem jeszcze w stanie zrozumieć, ale najbardziej zadziwiają mnie ludzie, którzy zaczynając coś mówić I przerywają w połowie zdania. Zazwyczaj kończy się to tak, że kończy za nich koleżanka/ kolega, ale w jego ustach ma to już zupełnie inne znaczenie. A potem jest płacz, że znowu nie zostałem zrozumiany: Dlaczego oni się ze mną nie liczą ? Przecież to ja to chciałem powiedzieć ! I o ile wcześniejsza sytuacja była zwykłym tchórzostwem, ta jest po prostu zwykło nieśmiałością. Naprawdę szkoda mi tych ludzi, bo często są oni dużo bardziej wartościowi, od tych którym się gęba nie zamyka .
Gdybym miał ocenić, który z tych ludzi byłby bardziej wartościowym, to powiedziałbym ,że żaden. Żaden z nich nie był do końca szczery . I to nieważne czy z innymi, czy ze samym sobą. W sumie jedno z drugiego wynika. Dlatego ja:

Kocham ludzi szczerych

Żeby było jasne: szczerych, ale inteligentnych. Bo w szczerości nie chodzi o to ,żeby gadać co Ci ślina na język przyniesie. Ludzie są tak różni, jak bliźniaki. Mogą być tak samo ubrani, mieć ten sam kolor włosów, pisać takim samym długopisem, ale w gruncie rzeczy będą zupełnie innymi osobami. Jeden będzie wolał muzykę klasyczną, drugi metal. Jeden swoją pierwszą miłość pozna w parku na rolkach, a drugi na dyskotece. I w końcu jeden będzie się opowiadał za karą śmierci, a drugi za trzymaniem mordercy w więzieniu, aż zdechnie( marnotrawiąc notabene swoje I moje podatki). Nie mam brata bliźniaka( na szczęście, lub niestety), ale nie wyobrażam sobie sytuacji w której ( gdybym jednak miał brata bliźniaka) jeden z nas opowiadałby ciotce co myśli na temat kary śmierci w Polsce, a Ona zwróciłaby się do mnie : Ty pewnie myślisz tak samo jak Twój brat. Ale wracając jeszcze do tej inteligencji ( bo chyba trochę popłynąłem z tematem :D ) ; nie chodzi o to ,żeby mieć własne zdanie I wypowiadać się odważnie wśród ludzi, ale o to, żeby robić to z głową ! Nikt Ci nie broni mówić tego co masz na myśli, ale jeśli masz zamiar kogoś obrazić, albo się na kogoś wściec to używaj sensownych argumentów. Jeżeli masz odmienne zdanie na temat kary śmierci, to Twój bełkot w stylu: mówić, żeby mówić nie ma żadnego sensu ! Wysłuchaj, co druga osoba ma do powiedzenia, a jeśli się z czymś nie zgadzasz, to spróbuj o tym porozmawiać. Żeby było jasne: dialog polega na tym ,że minimum dwie osoby się ze sobą komunikują, a w tym wypadku przedstawiają racjonalne argumenty.
Nie widzę sensu w tym całym wyzywaniu się od idiotów, ciuli itd. , żeby tylko udowodnić, że to ja mam rację. To nie jest szczerość tylko czyste chamstwo. Tak samo, jeżeli rozmawiasz z człowiekiem to pamiętaj, że on ma uczucia I wytykanie mu w szczerości tego, ze zupa była za słona, że samochód źle postawiony, że znowu nie było zostawionej kartki na drzwiach, a miotła stoi w ten sposób, żeby nie dało się przejść nie ma żadnego sensu ! Nie sprawisz tą szczerością, że będzie wam w życiu lepiej tylko:
a) wywołasz w domu III wojnę światową
b) sprawisz, że druga osoba będzie miała doła jak stąd do Meksyku.

Szczerość w związkach

Wiem, że zabrzmi to bardzo podręcznikowo, ale szczerość naprawdę jest podstawą udanego związku. Możesz być biedny jak mysz kościelna, możesz być chodzącą katastrofą, możesz nie wiedzieć ,że ziemia nie jest kulą ( chyba mało kto o tym wie :P ), ale jeśli będziesz szczerym człowiekiem, to za słowami piosenki : “Miłość Ci wszystko wybaczy...”


Szczerość jest najważniejszą rzeczą w życiu i w relacji z drugim człowiekiem, ale niewłaściwie przekazana, czy odebrana przyniesie więcej szkody niż pożytku.


Posted on 21:30 by Unknown

4 comments

wtorek, 9 czerwca 2015

Każdy z nas będąc dzieckiem chciał w przyszłości zostać kimś ważnym, jakąś sławną osobą o której będzie się mówiło w mediach społecznościowych, której zdjęcia będą na pierwszych stronach najlepszych gazet w Polsce. Czyż to nie było by piękne ?
Wyobraźcie sobie taką sytuację : Idziecie sobie jedną z głównych ulic waszego miasta; powiedzmy do Biedronki. W nowej marynarce, idealnie dopasowanej koszuli i eleganckich spodniach z najrówniejszymi kantami na świecie. I jak to zwykle bywa, w najmniej spodziewanym momencie słyszycie wesołe : Dzień dobry Panie Profesorze !



Gdybym był na miejscu tego szanowanego człowieka to pewnie ucieszyłbym się z kulturalnego pozdrowienia. Na miejscu tego ucznia, zacząłbym się lepiej zastanawiać, czy nie nadużyłem czyjegoś tytułu wypracowanego przez długie lata. No pomyślcie trochę; kto w wieku 35 lat ma tytuł profesora ? Nikt ! I właśnie dlatego...

W szkole nie ma dziś profesorów

Jakim cudem ? Takie są fakty: Jeśli idziemy na studia, to kończymy je w wieku 25/26 lat. Więc jeśli trochę ruszycie mózgownicą to dojdziecie to wniosku ,że to jest niemożliwe ,żeby w 9 lat obronić dwie prace dyplomowe, zrobić habilitację i tytułować się:                 dr hab.prof. UX Jan Kowalski.
To, że nauczycieli w szkołach średnich mówi się Panie Profesorze, jest tylko głupią tradycją. Głupią nie dlatego, że tradycje są bez sensu, ale dlatego, że oprócz mnóstwa nieprzydatnych rzeczy wpajamy ludziom ( podobno rozumnym ) czyste kłamstwa !
Jakby tego było mało ci wszyscy pseudo profesorowie, każą nam wstawać, kiedy idą korytarzem, mówić dzień dobry, kiedy kompletnie nie masz na to ochoty, bo przecież za minute i tak dostaniesz kapę do dziennika . No i oczywiście w klasie najważniejszy jest kto ? „Pan niby Profesor” od siedmiu boleści. To wytłumaczcie mi po jaką cholerę jak przez 5 lat na studiach uczę się, że w procesie dydaktycznym najważniejszy jest uczeń i jego dobro ?!
Od dwóch lat mijam na uczelnianym korytarzu różnych wykładowców . Do dziś żaden z nich nie zwrócił mi uwagi, że mam wstać i że powinienem mu powiedzieć dzień dobry. A przecież tak samo jak w szkole; nie z każdym z nich mam zajęcia. Dlaczego tak jest ? Bo...

Profesor to też człowiek
I w porównaniu do tego pseudo profesora z liceum, potrafi zrozumieć, że możesz mieć gorszy dzień, że ten temat akurat Ci nie leży, że byłeś wczoraj na mega imprezie i w sumie to miałeś teraz spać ,ale przyszedłeś na wykład, bo ten profesor wykłada w taki sposób, że zapamiętujesz to bez notatek. A po zajęciach jest Ci w stanie opowiadać o swojej ostatniej wycieczce rowerowej. I to nie jest jakaś tam utopia o której uczymy się na języku polskim, tylko rzeczywistość, ta tuż obok nas.

Tytuł naukowy daje nam uznanie, szczęście, pieniądze...


Gówno prawda ! Tytuł nic nam nie daje oprócz własnej satysfakcji. Ta jest najlepszą nagrodą dla wybitnego specjalisty z danej dziedziny.
Dlaczego nie uznanie ? To bardzo proste: Zdobywając tytuł naukowy zdobywasz jednocześnie szacunek wśród pewnej grupy osób. Jednocześnie swoimi zasługami rozbudzasz w kolegach zazdrość, bo przecież Ty niesłusznie zostałeś profesorem. Moja praca była lepsza, ale oczywiście musiałeś się podlizać itd. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie nam zazdrościł i pewnie zepsuje nam nerwy samą swoją osobą.
Szczęście utytułowanego specjalisty jest ulotne. To nie jest tak jak się nam dzisiaj wydaje, że jak ktoś obronił już tytuł to może osiąść na laurach. Jeżeli się nie rozwijasz naukowo, możesz stracić swoje dotychczasowe szczęście szybciej niż Ci się wydaje. Wystarczy ,ze w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie znajdą się ludzie, których głównym zadaniem jest szukanie dziury w całym.


Jak dla mnie w tym całym profesorowaniu nie ma żadnej frajdy. W wieku 55 lat dorobisz się tytułu, a w wieku 65 możesz zejść na zawał, doigrać się Alzheimera, albo w skrajnych przypadkach z nadmiaru szczęścia zostać alkoholikiem. Co Ci wtedy przyjedzie z Twojego tytułu ? No bo do grobu to go raczej nie zabierzesz.
Możesz być profesorem, burmistrzem ,prezydentem a nawet Angelą Merkel, ale jeśli nie będziesz człowiekiem, to swoim tytułem będziesz mógł się podetrzeć.

Posted on 19:45 by Unknown

7 comments

czwartek, 4 czerwca 2015

No właśnie co ? Przyznacie, że to dosyć dziwne pytanie, ale podobno nie ma pytań, ani odpowiedzi bez sensu. Najprostsza odpowiedź jaka mi się nasuwa to ta, że po prostu go zużyliśmy. Zużyliśmy swój język do tego stopnia, że nikt nie jest w stanie go już uratować. A najstarszniejsze jest to, że on się naprawdę przy tym męczy. W moim przypadku już od 21 lat i niestety jest tylko jeden. Swoją drogą ciekawe czy da się przeszczepić język na jakiś bardziej normalny ?

Polska język, trudna język

I to nie jest żart ! Wiecie o tym, że mamy jedną z  najtrudniejszych gramatyk świata. Nie ma się więc co dziwić obcokrajowcom, którzy przyjeżdżając na wakacje do Polski tak kaleczą nasz język : ja chcieć jeść ryba. Brzmi to co prawda dosyć śmiesznie, ale nie bądźmy hipokrytami; prawda jest taka, że uczymy się języka angielskiego od przedszkola, a gdybyśmy na ulicy np. w Bytomiu spotkali jakiegoś Turka, to zamiast wytłumaczyć mu na spokojnie: go along...itd. było by to coś w rodzaju: tam blok, budka w lewo, kebab, na miejscu. W sumie to chyba bez znaczenia, czy powiedzielibyśmy to po angielsku, po chińsku, czy po polskiemu, bo brzmiałoby to dokładnie tak samo..Ale tak ! Nauka języków jest bardzo ważna! Możesz nie umieć matmy, możesz nie wiedzieć kim był Rej, ale język musisz znać...
Wszystko pięknie, ładnie, ale tylko w teorii, bo w praktyce najczęściej wygląda to właśnie tak:

Wiecie co jest naprawdę przerażające ? To, że sadzamy dziecko 6 letnie w szkolnej ławce, żeby się uczyło angielskiego, bo to dla jego dobra, żeby miało lepszą przyszłość. To samo dziecko przychodzi do domu i zaczyna rozmawiać z rodzicami ( po polskiemu, żeby nie było ), a wygląda to miej więcej tak :

R: Jak było dziś w szkole ?
D: Dobrze
R: A z Michałem już zgoda ?
D: Już jest ok.
R: To umyj ręce i przyjdź za 10 minut na obiad .
D: Ok.

Yyy...,że co przepraszam? To była rozmowa ? Te wydukane kilka wyrazów ?! No chyba sobie jaja robicie ! Powiedzcie mi proszę..po jaką cholerę wciskać dzieciom do łba 5 czasów angielskich, skoro ono nie potrafi komunikować się ze swoimi rodzicami. No, bo chyba nie powiecie mi, że te zdawkowe odpowiedzi powyżej to jest dialog ?


Moim skromnym zdaniem winowajcą jest ten cały, zakichany fejsbuk: mnóstwo otwartych okienek na raz, szybkie wysyłanie wiadomości, doskonalenie umiejętności wyrażania emocji za pomocą emotek.  Jakby tego było mało ludzie rozwijają umiejętności mówienia najczęściej w szkole, a nie w domu . Przepraszam...Powiedziałem w szkole ? Miałem na myśli raczej przerwy miedzylekcyjne i to wszystko co dzieje się poza instytucjonalnym budynkiem. Podobno nazywa się to odreagowaniem. Musicie przyznać, że brzmi to bardzo interesująco, ale o tym przekonajcie się sami:


I gdyby nie to, że znam pojedyncze osoby wśród swoich znajomych, które potrafią się pięknie wysławiać, (no dobra, z tym pięknie znowu trochę przesadziłem, ale bynajmniej zwyczajnie), to pewnie nie uwierzyłbym w to, że ludzie mogą żyć bez "kurwa mać" i "ja pierdolę" .

Posted on 15:45 by Unknown

10 comments

sobota, 30 maja 2015

Kiedy wszystkie plany dają w łeb
Na pewno macie w swoim życiu takie chwile kiedy myślicie sobie : wtf – co ja tu robię ?! Ja takich momentów miałem co najmniej kilka, jak nie kilkadziesiąt. U mnie były to chwile słabości, no bo powiedzcie sami – Ile razy można robić jedno i to samo? Na dodatek bez skutku! Czy planowanie, że zrobię dziś to i tamto ma jakiś sens, skoro za chwilę i tak przychodzi mama i każe Ci posprzątać pokój, bo robisz to już od tygodnia! Po Syzyfowych trudach ogarnięcia artystycznego nieładu nareszcie możesz zabrać się za naukę na jutrzejsze kolokwium – Huraa... I nagle okazuje się ,że nic z tego ( nie wiadomo czy się cieszyć czy płakać ) bo pod Twoim oknem właśnie stoi Kasia i krzyczy ,że masz wyłazić z chałupy, bo jest piękna pogoda – idealna na rower !

W takich chwilach zastanawiam się, czy planowanie jutrzejszego dnia ma jakiś sens ? A skoro dochodzimy wspólnie do tego ,że nie ma to dlaczego znów robimy to samo ? Dlaczego planujemy zrobić tysiące rzeczy każdego dnia, skoro i tak nic z tego nie wychodzi ? A może by tak spróbować przez ten jeden dzień nie planować zupełnie nic ?! Ale jak to ?, Przecież tak się nie da...., To marnowanie czasu...Ja wam udowodnię, że się da i to w bardzo prosty sposób. Zastanówcie się przez chwilę ile rzeczy zaplanowaliście sobie na wczoraj; a teraz policzcie ile z nich udało wam się zrobić. Strzelam ,że większość z was nie zrobiła połowy z tych zaplanowanych rzeczy. Dlaczego ? Bo w 60 % były to wasze obowiązki, na które nie mieliście ochoty i z których w zasadzie nic nie wynika. No to co z tym fantem zrobić ? Proponuję wam pójść z obowiązkami na kompromis; zrezygnować z dziesięciu rzeczy do zrobienia a skupić się na jednej.

Sprzątanie może być przyjemne !


Tak ! To nie żart: skupcie się właśnie na sprzątaniu, odgruzowaniu waszego pokoju. Dotrzyjcie do tych zakamarków waszej półki do których zawsze baliście się zajrzeć, bo jest tam tyle rupieci. Wyrzućcie wszystko na środek pokoju i zacznijcie porządkować a wasze dzieciństwo powróci bardzo szybko.
Sam się kiedyś na to złapałem i powiem wam, że nie żałuję. Ktoś by powiedział, że przecież straciłem pół dnia na bezsensowne porządki ! Wcale, że nie :D Spędziłem pół dnia na przypominaniu sobie tego kim jestem, ile znaczą dla mnie te głupie zakurzone bajki, kto zniszczył mi armię żołnierzyków podczas zabawy w wojnę !


A potem wróciłem do rzeczywistości i okazało się, że... nie zrobiłem nic oprócz sprzątania. Dlatego teraz chciałbym wam opowiedzieć o metodach jakościowych i ilościowych w pedagogice. Nie, nie żartuję :P Ta nudna metodologia, może zmienić wasze życie; tylko od was zależy, czy będziecie chcieli zrobić mnóstwo rzeczy, żeby tylko zrobić, czy może być wybitnym specjalistą w danej dziedzinie. Bo można zaplanować sobie mnóstwo rzeczy do zrobienia, tak jak można analizować tysiące ankiet i wklepywać wyniki do excela, tylko pytanie; Czy to będzie miało jakiś sens? Czy to wniesie coś nowego do waszego życia? Nie lepiej skupić się na jednym konkretnym działaniu, jak na indywidualnym przypadku, dzięki któremu mam nadzieję wyniesiecie więcej korzyści niż z masowo odklepanej listy rzeczy do zrobienia.

Wiem o tym, że zaraz ktoś się zbuntuje i powie mi, że i tak nie mam racji, bo on sprząta co tydzień i co tydzień jest to samo, ale przecież za każdym razem znajdujesz rzecz, której spodziewałeś się już nie zobaczyć na oczy. Czyli jednak warto było posprzątać ?

Żebyście nie zarzucili mi, że sprzątanie jest takim oklepanym tematem i czytaliście o tym już tysiące razy to podam wam jeszcze jeden przykład działania, które jest kompletnie bez sensu.

Rozmowa kwalifikacyjna


Znacie to uczucie, kiedy w waszej kieszeni dzwoni telefon a wy już wiecie w jakim celu ? Ja w zeszłym roku miałem przyjemność być na kilku takich spotkaniach. Każde z nich kończyło się tak samo : Dziękujemy za rozmowę, odezwiemy się wkrótce... I to by było na tyle. Odbierając każdy kolejny tego typu telefon miałem ochotę już na starcie powiedzieć : Dziękuję, ale jednak nie zdecyduje się...
Bo po co ? Po co marnować kolejne 5 zł na bilet, kolejne 3 godziny swojego czasu na rozmowę z której i tak nic nie wynika; pracy i tak nie odstałeś a zmarnowanego czasu i pieniędzy nikt Ci nie zwróci.
No racja, z tym się akurat zgadzam, ale jest jeszcze jedna istotna rzecz, o której zapomniałeś :
Na każdej z tych rozmów dowiedziałeś się o sobie czegoś nowego, nie ważne , czy to było odkrycie Twojego talentu, czy może braku umiejętności. Przecież jeszcze 5 minut temu nie wiedziałeś, albo nie byłeś tego świadomy, że to właśnie wolontariat jest najbardziej cenionym przez przyszłych pracodawców działaniem, a hiacynty sadzimy na jesień.

Nadal uważasz, że to co robisz jest bez sensu ?

Posted on 15:03 by Unknown

1 comment

poniedziałek, 25 maja 2015


Dzisiejszy post będzie o... uwaga, uwaga... O ludziach! Pewnie część z was myśli sobie teraz: Co za wariat ! Albo :też mi coś, przecież każdy z nas pisze o ludziach no i oczywiście do ludzi, bo zwierzęta raczej tego nie czytają.
Nawet nie wyobrażacie sobie, jak ważny jest dla nas drugi człowiek i jak ogromną rolę odgrywa w naszym życiu. No dobra, może trochę przesadziłem i jednak niektórzy z was doceniają fakt, że mają 1000 znajomych na facebooku, bo zawsze jest do kogo napisać. Ale ja dzisiaj nie o fejsbukowych pseudo – randkach, czy o tym podobnych rzeczach, bo dla mnie liczą się tylko te prawdziwe relacje z żywym człowiekiem. To pewnie dlatego kiedy wychodzę na ulicę, zawsze spotykam kogoś znajomego.

Dobra rada!

Warto zawierać znajomości wszędzie i o każdej porze, bo nigdy nie wiesz, kiedy Ci się to może przydać. I nie mówią tutaj o takich rzeczach jak spotkanie w gronie znajomych na festiwalu piosenki byle jakiej, obżarstwie podczas festiwalu pizzy i tym podobnych rzeczach. Jasne, że dużo lepiej jest wybrać się na koncert ze zgrana paczką, ale jak pójdziecie sami to też, akurat przypadkiem spotkacie kumpla, którego nie widzieliście miesiąc. A może będziecie w jeszcze lepszej sytuacji, kiedy stojąca obok was dziewczyna zapyta o to skąd odjeżdża jej autobus, a wy ( oczywiście zupełnie przypadkiem) będziecie szli w tym kierunku.
Kiedyś wybrałem się z przyjaciółmi na przejażdżkę rowerową. Pech chciał, że kiedy byliśmy 10 minut drogi od domu, koleżance poszła dętka. Gdyby nie to, że 100 metrów dalej mieszkał kolega z klasy ( którego notabene nie było w domu ) to pewnie ktoś z nas musiałby poświęcić swoje cztery litery i kulać się z tym rowerem przez kolejne 2 km. A tak podpompowaliśmy rower na tyle, żeby bezpiecznie dojechać do domu.
Teraz widzicie, że znajomości się przydają, a im więcej ich macie tym mniejsza szansa, że dopadnie was nuda. Wystarczy tylko odpowiednio wcześniej napisać do kogoś, kto zawsze ma czas. Problem zaczyna się, kiedy tych osób jest więcej niż 5, a Ty nie masz brata bliźniaka. Jeśli w tej chwili rozbudziłem wasze poczucie humoru to bardzo mnie to cieszy, ale uwierzcie mi, że w praktyce to tak zabawnie nie wygląda. 
W piękny słoneczny dzień postanowiłem wybrać się na rolki. Zabrałem plecak, wsiadłem w busa i za 15 minut byłem na miejscu. Kiedy po godzinie usiadłem na ławce, żeby trochę odpocząć usłyszałem wesołe : Hej Dawid ! Czemu siedzisz na ławce zamiast jeździć z nami ? Jak się pewnie domyślacie, to były moje koleżanki z osiedla.

W pierwszej chwili mnie zatkało, bo nie spodziewałem się spotkać o tej porze nikogo znajomego, więc jedyne co z siebie wykrztusiłem to bardzo spontaniczne: Yyy przed chwilą usiadłem. A najlepsze, że kiedy do nich dołączyłem, zadzwonił kumpel z propozycją, czy nie pojechałbym z nim do aquaparku, bo akurat ma darmowe wejściówki.
Teraz już sami widzicie, że nie zawsze dobrze jest mieć wielu znajomych, chyba, że w innym mieście.


Jest jeszcze jedna rzecz, o której zapomniałem wam wspomnieć. Jak zdecydujecie się być duszą towarzystwa to musicie wiedzieć: co i do kogo mówić, bo inaczej można się nieźle wkopać.



Zwłaszcza, że zupełnie czym innym jest rozmowa, kiedy wiesz ,że są tu też kobiety, a czym innym kiedy spotyka się na grillu dziesięciu facetów. Wśród swoich kumpli możesz rozmawiać swobodnie o czym tylko chcesz, dzielić się swoimi opiniami a nawet obrzucać błotem i możesz być pewny , że nie dojdzie do tragedii, bo po kilku minutach każdy weźmie trzy głębokie wdechy i się ogarnie.
W przypadku kobiet to tak nie działa... Kobiety zawsze mają rację, dlatego jak się z nimi nie zgadzasz, to albo siedzisz cicho słuchając ciekawej dyskusji i zajadając paluszki, albo wtrącasz swoje trzy grosze i decydujesz się na samobójstwo. Niebywałym plusem u kobiet jest to , że mimo iż rozmawiają teoretycznie na ten sam temat, to jedna nawiązuje do ostatnich zakupów, druga do obejrzanego wczoraj melodramatu a jeszcze inna opowiada, że jej sąsiadka ostatnio urodziła dziewczynkę i dlatego nie może teraz w nocy przez nią zasnąć.Jeśli mężczyźni rozmawiają o np. polityce to nie ważne, że jeden mówi o dziurze w asfalcie, którą ma przed domem, a drugi o ostatnio obejrzanym meczu. I tak wszystko to sprowadzać się będzie do polityki, która jest tematem przewodnim. 
Tak w gruncie rzeczy to mając duża ilość znajomych Twoje życie towarzyskie i tak będzie cudowne, no chyba ,że mając dziewczynę zaczniesz przy niej mimowolnie opowiadać o ostatniej imprezie, na której była też Twoja koleżanka ze studiów ( jako jedna z nielicznych osób, jakie tam znałeś ) . Bo nie chodzi o to, że jesteś szczery i opowiadasz jak było, kto się wygłupił i tak dalej. Powiedziałeś już o jedno zadanie za dużo: Koleżanka ze studiów z którą bardzo dobrze Ci się rozmawiało...


Nie wiem, czy jest jakiś złoty środek, który dotyczy ilości znajomych. Jeśli jesteś duszą towarzystwa, to i tak odnajdziesz się jak nie w tej to innej grupie. Zawsze znajdziesz kogoś z kim uda Ci się wyjść, kto pomoże Ci kiedy akurat złapiesz gumę. Tylko, że świat jest też pełen fałszywych ludzi i nigdy nie masz pewności ,że za pięć minut kiedy się rozejdziecie nie będziesz miał obrobionej dupy przez jednego z nich. 

Posted on 21:45 by Unknown

2 comments

środa, 20 maja 2015

Przychodzisz zmęczony po całym dniu do domu. Masz ochotę rzucić się na łóżko i zasnąć. Niestety w progu wita Cię kot podsuwając miskę, co oznacza, że przed zrobieniem obiadu dla siebie czeka Cię jeszcze nakarmienie głodnego przyjaciela - pasożyta. Teraz należy Ci się kilka chwil odpoczynku.


Chciałoby się ! Akurat w tej chwili kiedy planujesz się zdrzemnąć słychać dzwonek do drzwi. To rodzice wrócili z pracy. Pierwsze pytanie na wejściu: Jak było w szkole ? ( przynajmniej u mnie tak to wyglądało ). Chcesz być szczery, więc opowiadasz, że mogło być lepiej bo: na matmie była niezapowiedziana klasówka, z ostatniego sprawdzianu dostałeś ledwo 3- ( w sumie to dobrze, bo wiedziałeś, że Ci nie poszedł ) . Jakby tego było mało w skrzynce leżał list z prośbą o uiszczenie zapłaty zaległego mandatu, więc zamiast ciepłego przywitania w drzwiach słyszysz :
Ale Ty jesteś głupi, nie można było poczekać tych dwóch minut na światłach ? Poza tym jak można odstać 3-  ze sprawdzianu zapowiadanego dwa tygodnie wcześniej ? Trzeba być chyba idiotą, żeby nie nauczyć się mając tyle czasu. A te niepozmywane garnki po obiedzie to co ?!

To się nazywa motywacja...



No w sumie jakby na to nie popatrzeć to tak jest, bo w psychologii to mamy różne rodzaje motywacji.  Powyżej podałem wam przykład tzw motywacji negatywnej. Dla jednych jest to sposób na udowodnienie przede wszystkim sobie, ale i innym, że ja dam radę ! Przecież nie mogę się poddać ! W końcu kilka razy mi się już udało. Tak zazwyczaj reagują ludzie z mocną psychiką. Motywuje ich zawziętość i dążenie od celu mimo przeszkód, bo wiedzą, że gra jest warta świeczki.
Niestety nie wszyscy wytrzymują psychicznie przy presji czasu, ciągłych naganach i obelgach na ich temat. Nie u wszystkich taki rodzaj motywacji jest skuteczny. Powiem więcej; w niektórych przypadkach to po prostu kopanie leżącego. Ludzie ze słabszą psychiką po prostu tego nie wytrzymują ! A potem słuchamy w Uwadze, że jakiś nastolatek się powiesił, bo nikt w domu nie dostrzegał jego problemów.
Każdy z nas jest inny i każdy potrzebuje indywidualnego podejścia. Nie można mając dwójkę, czy trójkę dzieci wszystkich traktować w taki sam sposób ( chodzi mi oczywiście nadal o motywację ). Jednego zmotywuje 5 zł, innego wyjazd z kumplami nad jezioro w ten weekend, a jeszcze ktoś inny będzie potrzebował porządnego kazania, żeby w ogóle się opamiętać.
Z motywacją tak jak z ludźmi bywa różnie, bo nie zawsze mamy ochotę, bo ciśnienie wali na łeb, na szyję, bo inna rzecz wydaje się być ciekawsza do zrobienia ( zwłaszcza kiedy zbliża się sesja :D ). Najważniejsze to być pozytywnie nastawionym na działanie, jeśli nie przez siebie samego to przez innych, nawet zupełnie obcych nam ludzi. 

Dlaczego obcych i czy tak zupełnie ?

No nie, bardziej chodzi mi o to, żeby to nie była rodzina, bo ona zawsze będzie najbardziej subiektywna niż ktokolwiek inny.



Byłem kiedyś na biegach przełajowych. Jest to wielkie wydarzenie dla każdego biegacza, bo można wygrać puchar, zdobyć medal, sprawdzić swoje możliwości i zdobyć uznanie innych. Oczywiście, każdy z uczestników na długo przed udziałem w imprezie intensywnie trenuje. Efekty tych treningów widać już na zawodach; jedni są po prostu przetrenowani, inni nie odpracowali jeszcze swojej kondycji. Ci najlepsi zdobywają medale, cała reszta wygrywa( tak mi się wydaje ) o wiele więcej.
Najgorszym momentem dla mnie był półmetek, kiedy pierwsze siły już opadły, a do końca jeszcze trochę zostało, ale wtedy z pomocą przychodzili kibice stojący na końcu drogi, czy na zakręcie. To oni klaskali najgłośniej, kiedy mijałem kolejny zakręt, podawali kubek wody widząc mnie całego zlanego potem, do tego stopnia, że oczy miałem całe czerwone. Niestety nie udało mi się ukończyć całego cyklu 10 biegów. ze względu na moje zdrowie musiałem zrezygnować. Jednak, mimo wszystko uważam, że wygrałem, nie dzięki sobie, ale dzięki tym wszystkim ludziom, którzy wierzyli, że uda mi się dobiec do mety.


Posted on 19:00 by Unknown

6 comments

piątek, 15 maja 2015


Ta dzisiejsza młodzież jest taka niewychowana... To zdanie, które możemy bardzo często usłyszeć na ulicy, w kinie, na przejściu dla pieszych, czy chociażby w autobusie do szkoły . I nie chodzi tu o to ,że narzekanie jest cechą wrodzoną polaków, ale o to , że czasami za bardzo zależy nam na tym, by mieć dobrze wychowane społeczeństwo.
Każdy z nas jest tylko człowiekiem i może mieć gorszy dzień . Każdy z nas też jest inną osoba, więc dlaczego mamy być oceniani tak samo ? Zdecydowałem się wam przedstawić kilka mitów o nas samych.

1) Dzisiejsza młodzież nie ustępuje miejsca w autobusie. 


Odkąd wyjechałem na studia nie muszę tak często użerać się z komunikacją miejską. Nadal jednak spotykam się z sytuacjami kiedy starsze osoby lecą jak na zabicie, żeby tylko zająć miejsce siedzące. Nie ważne, że jadą czasami tylko trzy przystanki. Zdarzają się wyjątki mówiące: nie trzeba jadę tylko trzy przystanki. Najczęściej jednak siedząc gadają jak najęte z akurat spotkanym sąsiadem/ sąsiadką. Ja niestety nie znajduję już miejsca siedzącego, więc biorę swoją torbę z wszystkim co zwożę do domu po dwóch tygodniach i idę dalej szukać metra kwadratowego, w którym będę miał chociaż czym oddychać.

2) Robi głośne imprezy w domu, bloku, na ogródku.


A niby gdzie indziej ma je robić? Pomijam fakt, że głośną imprezą często jest tylko puszczona w tle muzyka. Jasne, że można zorganizować posiadówkę w jakimś lokalu. Tylko, że tam samo piwo kosztuje od 5 zł wzwyż. Nie wspominam już o wynajęcia sali, czy chociażby jakiejś loży. Można zorganizować grilla na ogródku, ale i tu jest możliwość, że chociaż siedzicie przecież na ogródku kumpla, to każą wam się wylegitymować, bo mają do tego prawo. No, ale przynajmniej jak ktoś zarzyga trawnik, to będzie mniej sprzątania. Ale i tu można dostać mandat od upierdliwych ludzi za zakłócanie ciszy nocnej. No to w końcu jest jakieś miejsce, gdzie można się kulturalnie spotkać przy piwie i pobawić ?

3) Młodzi kibice to wandale.


Tak najczęściej postrzegani są kibice wybierający się na mecz swojej ulubionej drużyny. Co prawda jeszcze nic złego nie zrobili, ale wystarczy ,że mają szaliki, są pomalowani na twarzy a już kojarzą się z wandalami, rabusiami itd. Mam kilku kumpli, którzy systematycznie jeżdżą na mecze sowich ulubionych drużyn i wiecie co? Ani jeden jeszcze nie wrócił z poobijaną mordą. Może byli lekko podchmieleni, ale czy to powód ,żeby od razu nazywać ich wandalami ?

4) Na koncertach jest pełno pijanej młodzieży.


To zależy na jaki koncert się wybierzecie. Jeśli akurat gra jakaś marna lokalna kapela, no to wybaczcie, ale trudno się dziwić. Żart :D W takim wypadku można kulturalnie wyjść z imprezy i przenieść się na domówkę.
Pije nie tylko młodzież, a raczej głównie ludzie dorośli, którzy akurat złapali okazję ,żeby się odstresować. Młodych na alkohol najczęściej po prostu nie stać, a jeśli już to idą gdzieś na pola, żeby nie rzucać się w oczy.

5) On pewnie jest z patologicznej rodziny, bo wychodząc ze szkoły pluje na chodnik i zapala jointa.


A skąd możesz to wiedzieć ? Najczęściej to w szkole młodzież uczy się pić, palić, przeklinać i pluć. Czasami rzucać w nauczyciela plecakami, czy gumą do żucia. Tak to już jest, że szkoła zamiast wnosić coś dobrego psuje młodych ludzi. Każdy z nas jest podatny na wpływy rówieśników z otoczenia, zdanie rodziców, jakichś autorytetów itd. Skoro spędzamy w szkole blisko połowę swojego życia, to wydaje mi się, że to właśnie z niej wynosimy zachowania zwierzęce, chociażby takie jak w eksperymencie Zimbardo.

6 ) Dzisiejsza młodzież nic nie robi (poza nauką) .

Ciekawe jak ? Skoro pół dnia siedzimy w szkole, na uczelni a potem mamy jeszcze do zrobienia zadanie, musimy przygotować projekt na jutro, bo wcześniej nie było na to czasu, albo najzwyczajniej gdzieś uciekł,no a kolos sam się przecież nie napisze. Takie zakuwanie czasami męczy dużo bardziej, no niech będzie, że tak samo jak praca fizyczna. Mimo to znam wielu uczniów i studentów, którzy po zajęciach dają korepetycje, organizują imprezy kulturalne, czy angażują się w wolontariat.

7) Dzisiejsza młodzież nie ma na nic czasu.


Czasem naprawdę ciężko jest znaleźć czas na odrobienie zadania domowego, które trzeba zrobić jak zwykle na wczoraj, rozmowę z rodzicami, czy siostrą, bo przecież mieszkamy pod jednym dachem, przeczytanie w końcu kilku stron książki, bo chciałbym wiedzieć, czy On ją w końcu pocałuje. I to nie jest nasza wina, że nie możemy szkoły zostawić tam gdzie jej miejsce.

8) Młodzież siedzi tylko w tych pubach i pije piwo, a rodzice za to płacą..

Czasami płacą, ale najczęściej studenci, by się przez chwilę dobrze pobawić i trochę wyluzować wydają swoje oszczędności. Często są to ciężko zarobione pieniądze, na porannej lub nocnej zmianie przed, po lub czasami nawet między zajęciami. Więc niby dlaczego nie możemy ich wydać na to co nam się podoba ?

9) Skoro się tam udziela to pewnie ma z tego jakieś korzyści.


To opinia o wszystkich ludziach dobrej woli, wolontariuszach i innych osobach, które swój wolny czas poświęcają potrzebującym. A może oni robią to z dobrego serca ? Bez żadnych korzyści materialnych. Nie pomyśleliście o tym? Nie można wszystkich pakować do jednego wora. Istnieje mnóstwo osób i to bardzo często osób młodych, które po prostu chcą działać, chcą czuć się potrzebne i mają ogromne pokłady energii, które chcą przekazać tym naprawdę potrzebującym.



Nikt nie jest doskonały. Obojętnie, czy jest to młodzież, dzieci w przedszkolu, a może biznesmen z domu naprzeciwko. Oczywiście zawsze jest ten lepszy i ten gorszy, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dlatego zanim zaczniemy kogoś bezkrytycznie oceniać, spójrzmy najpierw na siebie; na to co dziś pożytecznego zrobiliśmy, zapytajmy: dlaczego znowu jestem nieszczęśliwy? , czy nasz dzień możemy zaliczyć do udanych ? Dopiero potem, jeśli na wszystkie te pytania będziemy mogli odpowiedzieć pozytywnie zacznijmy uczyć młodzież jak żyć. Póki co może warto docenić harcerzy, wolontariuszy z fundacji, studentów, którzy poświęcają swój czas może właśnie dla Ciebie ?

Posted on 21:00 by Unknown

4 comments